nr 14/2006
Marcelina Zborowska

Miasto jak plansza

Dodano: 25 maj 2006 r.

W co się będą bawić młodzi Polacy wiosną? Flash mob wychodzi z mody. Wypierają go Urban Playground, czyli rodzaj miejskiego biegu na orientację, i parkour - miejski bieg z przeszkodami.

Gdy na górującym nad Warszawą zegarem na PKiN-ie wskazówki przesuną się na godzinę 17.20, pod Rotundą pojawia się zagadkowy mężczyzna ze słuchawkami na głowie. Natychmiast podbiega do niego tłumek ludzi, których na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Mężczyzna rozdaje kartki papieru, a ci którzy je dostają, łapczywie zaczynają czytać. Zaraz potem biegną w grupkach lub pojedynczo w kierunku Dworca Centralnego.

Tak się zaczyna jedna z sześciu akcji najnowszego hitu - zabawy Urban Playground. Od tej chwili na pół godziny miasto zmienia się w planszę do gry. Wcześniej w podobny sposób przestrzeń miejską próbowali opanować miłośnicy flash mob (polega na umawianiu się ludzi przez Internet w określonym miejscu i zrobieniu wspólnie jakiejś zwariowanej rzeczy) oraz parkour (bieg przez ławki, dachy, wraki samochodów i inne miejskie przeszkody).

Zagadki i fałszywe tropy

Pomysł na Urban Playground narodził się w głowie Sempa, studenta psychologii na UW (nazwisko ma pozostać nieznane). - Wszystko zaczęło się od rozmowy usłyszanej w metrze. Jakiś student mówił koledze, że czasem jadąc metrem, bawi się tak, że czeka na moment, aż jego pociąg zatrzyma się na stacji, a na przeciwległym torze będzie drugi skład. Wyskakuje z wagonu i biegnie. Gdy nie zdąży dobiec i zostanie na peronie, gra się kończy przegraną. W idei metra jako narzędzia rozrywki było coś niezwykłego - opowiada Semp.

Pomysł dojrzewał kilkanaście miesięcy. Wreszcie w grudniu 2005 roku odbyła się pierwsza z sześciu zaplanowanych akcji. Na czym to polega? Na miejscu zbiórki czeka agent, który po usłyszeniu hasła (w trzech edycjach było już: "Wiem, co zrobiłeś wczoraj w nocy", "Nigdy ci tego nie wybaczę", "Znam całą prawdę") rozdaje widoczne z daleka kartki. Na nich zapisane są zasady kolejnej odsłony gry oraz instrukcje, jaki teren staje się planszą gry (np. Dworzec Centralny lub okolice PKiN), a także wskazówki, jak dotrzeć do punktów kontrolnych. Jest ich ok. 10, czekają w nich agenci mający na ubraniach kartki z pojedynczymi słowami. Chodzi o to, by zebrać wszystkie w jedno zdanie-hasło. Gra się pojedynczo lub w grupach.

- Charakterystyczne podłużne kartki, na których wydrukowane są instrukcje do gry, stały się jednym z jej symboli. Trzecia gra była ułożona w ten sposób, aby w pewnym momencie w jednym miejscu zgromadzić jak najwięcej uczestników. Chciałem, żeby granica między wtajemniczonymi a zwykłymi przechodniami rzucała się w oczy - wyjaśnia organizator.

W każdej edycji jest nowy element. W pierwszej trzeba było rozwiązywać tylko zagadki. W drugiej pojawiły się ruchome punkty kontrolne - jeżdżąca po lodowisku agentka, przepasana szarfą z napisem. Podczas trzeciej gry były zagadki, znikające punkty (np. pojawiające się tylko na 10 minut) oraz fałszywe tropy.

Jedna z zasad gry mówi, że jeśli uczestnika złapie ochrona, to przegrywa. Bywa jednak, że ofiarami stają się agenci stojący na punktach kontrolnych. Kiedyś pomocnik Sempa został usunięty z parkingu przez ochronę. Innym razem zainteresowali się nim policjanci. No bo dlaczego tak wiele osób podchodzi do chłopaka z kartką z napisem "śnieg"?

Tagi: kraj
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA