Był obiecującym bramkarzem gdańskiej Lechii. Jego karierę zdusiła brutalnie w zarodku kontuzja. Zamiast użalać się nad złym losem, Piotr Klecha zaczął pomagać siedzącym po bramach i podwórkach chłopakom. Piłkarskiego bakcyla połknęła większość z nich.
Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji w Luzinie na Kaszubach jest imponujący. Wszystko tu lśni rozmachem i nowoczesnością. I tętni życiem. Co roku odbywa się tu ponad dwadzieścia imprez. – Mamy dziesięć zespołów ligi sołeckiej, 20 ekip amatorskiej ligi halowej, 14 drużyn ligi siatkarskiej, 11 teamów ligi dziecięcej. Są też seniorskie zespoły A-klasy. Organizujemy też kaszubską paraolimpiadę – wymienia jednym tchem Piotr Klecha, dziś dyrektor tego fantastycznego ośrodka. Warto dodać, że za udział w żadnej z nich dzieciaki nie płacą. – Jestem wrogiem „kasowania” dzieci za grę w piłkę. Nie chodzi o to, by osiągały one jakieś wielkie sportowe wyniki, najważniejsze by ci młodzi ludzie konstruktywnie spędzali czas: by kopali piłkę, nie kolegę, niezależnie od tego, jak zasobny portfel mają rodzice – dodaje.
To ostatnie zdanie świetnie definiuje jego podejście do piłki, jako antidotum na demoralizującą nudę i ważny filar zdrowych zasad wychowania. Ale jego droga od bramkarza, któremu zawaliła się kariera, do szefa nowoczesnego ośrodka sportu wcale nie była łatwa. Jedną z jej ścieżek był też Kościół.
Atletyczny, liczący nieco powyżej 185 cm wzrostu 38-latek to dziś poważny pan dyrektor. Gdy jednak zaczynamy rozmawiać o chłopakach i piłce, łatwo dostrzec w jego oku błysk. Błysk charakteryzujący człowieka mogącego godzinami opowiadać o swojej pasji, którą mimo upływu lat wciąż żyje.
Piłkę zaczął kopać jako 9-latek. Dwa lata wcześniej został ministrantem. To było u cystersów w Gdańsku Oliwie. – Piłka, kościół i jeszcze to nazwisko Klecha, to wszystko gdzieś się mieszało – śmieje się. Jego kariera piłkarska nabierała rozpędu, a mały Piotrek zdobywał z juniorami gdańskiej Lechii dwa medale Mistrzostw Polski Juniorów. – Ocierałem się już wtedy o tę dużą piłkę – mówi, dodając że po drodze były też i różne inne atrakcje. – Przez nie człowiek nie zawsze się na tej piłce skupiał – przyznaje. To były lata 90. XX w. Zdążył jeszcze zaliczyć mecz w bramce pierwszej drużyny Lechii. – To była druga liga. Wtedy przypałętała mi się kontuzja. Łękotka. Nic strasznego, ale na stole operacyjnym dostałem gronkowca – wraca do początków obiecującej kariery. To ten pasożyt zatrzasnął mu drzwi do podboju ligowych boisk. Miał zaledwie 21 lat.
Dwa lata przed kontuzją wraz z kolegą ministrantem Olafem Dramowiczem i cystersem o. Wiesławem Rymarczykiem założyli klub Olivia. Klub istnieje do dziś, a w jego herbie wciąż jest Matka Boża na drzewku oliwnym. – Początki były strasznie trudne. Chłopaki nie umieli grać, nie wiedzieli nawet, w którą stronę kopnąć piłkę – śmieje się. – Z Olivią do dziś związany jest Olaf (jest prezesem klubu – przyp. MB), a w klubie jest 8 grup młodzieżowych: 250 dzieciaków, grających na naprawdę przyzwoitym poziomie – kontynuuje.
O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio rozmawia...
Janusz Yanina Iwański: – Zacząłem wierzgać i wrzeszczeć: Pomóż, bo sam nie daję rady! Maciej...
Coraz więcej ludzi podziela pogląd, że nie ma sukcesu bez dopingu, a stadiony są miejscem współzawodnictwa...
Zakończyła się właśnie druga edycja ogólnopolskiego konkursu z informatyki i wiedzy o...
Kobiety, które mimo zagrożenia życia zdecydowały się urodzić dziecko, będą bohaterkami...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...

no właśnie, a ja znam kogoś kto trafił do szpitala po ketonalu i spędził tam sporo czasu...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Zakończyła się właśnie druga edycja ogólnopolskiego konkursu z informatyki i wiedzy o...
3 marca 2012 roku o godzinie 15.15 po raz pierwszy w życiu przytuliłem czarnego...
Nałogowi gracze potrafią zastygnąć przed komputerem na pięć-osiem godzin, rzadko...
Dodaj nową odpowiedź