Ania Milewska

Uganda odrodziła wiarę

Dodano: 22 kwiecień 2010 r.

Nic nie jest usiane różami, najważniejsze to odnaleźć we wszystkim Boga i sens dla własnego życia.

Nazywam się Anna Milewska i w roku 2008 wyjechałam na misję do Ugandy, a dokładnie do miejscowości o wdzięcznej nazwie Bombo. Od samego początku pojawiały się zaskakujące niespodzianki, największą chyba była wiadomość otrzymana 4 dni przed wylotem, że dziewczyna, która miała być ze mną na placówce, jednak nie dotrze, co oznaczało, że będę jedyną „białą” osobą w wiosce. „Wszystko polecam Bogu”- powiedziałam w myślach - „Teraz to już tylko na Niego mogę liczyć”.

Już na miejscu okazało się, że jest bardzo dużo pracy i na nudę nie będę narzekać. Do moich głównych zadań należało prowadzenie oratorium oraz administracyjne prace przy projekcie Adopcja na Odległość. Oratorium niestety nie było otwarte, więc miałam przed sobą niemałe wyzwanie: odremontować i doprowadzić do jego ponownego działania. Myślę, że wtedy nastąpiło pierwsze zderzenie z afrykańską rzeczywistością, a mianowicie z ich poczuciem czasu. Prace remontowe ciągnęły się przez cały mój pobyt w Ugandzie. Wiedziałam, że to nie będzie łatwy pobyt i prosiłam Boga o siły i kierunek na każdy dzień. Dzięki temu zawsze w ciężkich momentach odnajdywałam siły na pokonywanie kolejnych trudności. Ostatecznie doszło do otwarcia oratorium i prawie codziennie spędzałam tam czas wraz z maluchami na wspólnych zabawach, rysowaniu, tańczeniu. W Bombo było bardzo dużo dzieci, więc samo spacerowanie z nimi po wiosce sprawiało im ogromną radość, bo mogli nacieszyć się widokiem białego człowieka.

Co najbardziej wspominam z mojego pobytu w Ugandzie, to małe oczekiwania od życia Ugandyjczyków i nieginący z ich twarzy, szczery uśmiech, ciepło w wymianie gestów. Strasznie do tego tęsknię, bo ten skarb, niestety, my, ludzie Zachodu, utraciliśmy. Często się też porusza w naszych mediach kwestie głodującej Afryki, ja na szczęście miałam inne doświadczenie, bo Uganda jest nazywana perłą Afryki i rzeczywiście nią jest. Kraj jest bogaty w urodzajna ziemie, ekonomicznie, dobrze prosperujący na tle innych krajów kontynentu. Głód rzeczywiście występuje tam, gdzie nie ma deszczy i ziemie są słabsze. Często gdy się przyglądałam dzieciom z Bombo, biegającym nago czy w strasznie podartych ubraniach, widziałam na ich twarzach niezmierną radość i szczęście, takie jakich u naszych polskich dzieci się nie widzi. Ugandyjskie dzieci potrafiły śmiać się do rozpuku, bawiąc się w berka lub patrząc na siebie i robiąc „miny”. Wiedziałam, że Ktoś inny musiał stać za tą radością.

Oprócz organizowania czasu dla dzieci z Oratorium do moich obowiązków należało również koordynowanie projektu „Adopcja na Odległość”. Bombo jest objęte grupową adopcją (ok. 500), także pracy było co niemiara. Szkoły rozsiane były w okręgu kilkudziesięciu kilometrów od Bombo i jedynym środkiem, aby do nich dotrzeć, był motocykl. Każdy wyjazd to oddzielna przygoda, czasami przyprawiająca o dreszcze na plecach. Obecność Anioła Stróża dało się odczuć namacalnie.

Tuż po powrocie z Afryki, na pytania znajomych, jak było, odpowiadałam, że niełatwo, ale wiem, że Bóg był cały czas ze mną i nie bez przyczyny dał mi to doświadczenie. Były chwile załamania, poczucie beznadziejności, były łzy przy rozstaniu, tak jak w życiu. Nic nie jest usiane różami, najważniejsze to odnaleźć we wszystkim Boga i sens dla własnego życia. Ja po roku spędzonym w Afryce jestem niezmiernie wdzięczna za każdą spędzoną tam chwilę, za każdego człowieka, który stanął na mojej drodze, a przede wszystkim za odrodzenie się mojej wiary. Chwała niech będzie jedynemu Bogu!

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA