Basia Jurzykowska

Natychmiast poszli za Nim

Refleksja na 3. niedzielę zwykłą rok A

Cóż za dynamizm, szybkość, akcja! W jednej chwili zostawić swoje dotychczasowe życie i wyruszyć w podróż w nieznanie.

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. (Mt 4, 12 – 23)

W dzisiejszej Ewangelii moją uwagę szczególnie zwraca dynamizm, jaki wnosi Jezus do życia ludzi, którzy Go spotkali. Przyszedł On od do ludu siedzącego w ciemności. Z obrazu tego bije wielka stagnacja, bezruch, jakieś poczucie beznadziei. Kraina śmierci... Miejsce, gdzie nie ma życia... I tam przychodzi Jezus ze swym światłem. Tak, jak do Piotra i Andrzeja oraz Jakuba i Jana. Oni również pozostawali w pewnym bezruchu. Wykonywali swoje codzienne czynności, łowili ryby, naprawiali sieci. Wiedli raczej spokojne, mało pasjonujące życie. A pewnie w ich męskich sercach była tęsknota za przygodą, za wielkimi czynami. Sami z siebie nie mieli jednak pomysłu ani siły, by coś zmienić. I wtedy zjawił się On. Jednym krótkim zdaniem: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi poruszył ich serca, wyrwał z letargu, tak że NATYCHMIAST zostawili sieci i POSZLI za Nim. Cóż za dynamizm, szybkość, akcja! W jednej chwili zostawić swoje dotychczasowe życie i wyruszyć w podróż w nieznanie. Jak się dla nich okazało, w podróż życia, która zupełnie odmieniła ich los. Po spotkaniu Jezusa już nic nie było takie same, ale o ileż ciekawsze?!

Pewnie w naszym życiu nie będzie tak bezpośredniej sytuacji, w której będziemy mieli ułamki sekund na podjęcie decyzji, by pójść za Jezusem albo pozostać „przy swych sieciach”. Nie znaczy to jednak, że nasze życie jest pozbawione przygody pójścia za Nim. Bo życie wiarą nie jest nudne, jak mogłoby się wielu wydawać. Bo nie chodzi przecież tylko o chodzenie do kościoła, unikanie grzechu i odfajkowywanie religijnych obowiązków. To coś o wiele bardziej fascynującego! To spotkanie z Osobą, z żywym Bogiem, który sam w sobie jest dynamizmem, nieustającą wymianą Miłości. I właśnie w to życia Boga jesteśmy zaproszeni! Dopiero dzięki wchodzeniu w kontakt z Bogiem, karmieniu się Nim nasze życie rozbłyska, nabiera sensu, zostaje przemienione. Nie żyjemy wtedy dla siebie, ale tak jak Bóg zaczynamy żyć, by dawać siebie innym, by służyć, by być dla... Tak jak On! Wtedy otwierają się nowe furtki, nowe przestrzenie i życie nigdy nie jest nudne... Choć być może dla kogoś z zewnątrz, może nie być w nim nic pociągającego... Bo atrakcje tego świata krzyczą głośniej, cieszą oko, wabią zmysły. Są pociągające, bo mogą być doświadczane przez nasze ciało. A jednak to życie wewnętrzne, które jest niewidoczne, bo odbywa się w najgłębszych przestrzeniach naszej duszy, jest dużo ciekawsze, ale i bardziej wymagające. Nie tak łatwo dostępne, nienarzucające się. Bóg przychodzi w ciszy, w lekkim powiewie i aby się z Nim spotkać, pójść za Nim, wprowadzić w nasze życie Jego dynamizm, potrzeba wysiłku, pozostawienia tego, co wygodne i bezpieczne. Naszego egoizmu, przyzwyczajeń, wygodnego gniazdka... Ale jak dla Piotra i Andrzeja oraz Jakuba i Jana, pozostawienie sieci, swego ojca, było życiową decyzją, której konsekwencje nie zawsze były łatwe i przyjemne, ale jednak błogosławione – bo czym byłoby ich życie bez pójścia za Jezusem? Tak i my możemy się zastanowić, jakie będzie nasze życie, gdy nie odważymy się porzucić naszych sieci...? Chyba warto zaryzykować...