nr 6/2009
Marcin Jakimowicz

Kawał Drogi

Dodano: 6 maj 2009 r.

Ich seminaria pękają w szwach, a wielodzietne rodziny ruszają w ciemno na misje do blokowisk byłej NRD. Opisujemy "neonów" poprzez kawały, które sami o sobie opowiadają.

I życzę ci, żebyś się w końcu nawrócił - usłyszałem kilka razy w czasie bożonarodzeniowych życzeń. Składali mi je członkowie wspólnot neokatechumenalnych. Takie słowa mogą wielu szokować. Jak to, ja mam się nawracać??? Formacja Drogi pokazuje jednak jak na dłoni, jak wiele siedzi w nas jeszcze poganina.

"Neon" w piekle

Po śmierci facet znalazł się w piekle. Siada na ziemi i drapie się po głowie: Hm, ciekawe, co Pan Bóg chce mi przez to doświadczenie powiedzieć? - Na Drodze Neokatechumenalnej doświadczasz tego, że Bóg mówi do ciebie przez fakty twojego życia - opowiada Grzegorz Wacław "Dziki", były anarchista, którego poruszające świadectwo zdominowało książkę "Radykalni". - Nie szepcze do twego ucha, nie posyła ci anioła, który wyraźnie mówi ci, co masz robić (nie wiem, jak innym - na pewno nie mnie!). Odkrywasz Jego drogi w swoim życiu. Nawet wtedy, gdy ostro kłócisz się z żoną. - Aby po chrześcijańsku żyć, trzeba najpierw chrześcijaninem się stać - nauczał Alfred Cholewiński, jezuita, zaangażowany w pierwsze polskie wspólnoty. - W czasie chrztu zostaje w nas złożone nasienie nowego życia; jeżeli ono się nie rozwinie w dojrzałym wieku człowieka, z chrześcijaństwa pozostaje tylko etykieta.

Często ubolewał nad tym, że na kazaniach słyszy co chwilkę słowa: "Masz być dobry". - To ma być Dobra Nowina? - łapał się za głowę. Dobra Nowina jest inna - nauczał. - Bóg kocha grzesznika. Te słowa są filarem formacji Drogi Neokatechumenalnej. - Ja nie potrafię być dobry. Może gorszę parafian, gdy mówię im, że jestem wielkim grzesznikiem, ale myślę, że to pierwszy krok, by cokolwiek przyjąć od Jezusa - opowiada związany z neokatechumenatem od lat o. Stanisław Jarosz. - Nie róbmy z chrześcijaństwa prawa i moralizmu! Noś czapkę, chodź do kościoła, nie pal, uśmiechaj się, nie klnij, nie pluj do góry, nie kradnij. Samo prawo nie jest w stanie nikogo zbawić! Tylko Bóg, który schyla się do grzesznika.

Neokatechumenat to odkrycie na nowo ogromnej wartości chrztu, w którym zostaliśmy zanurzeni jako niemowlęta. Nie dorastaliśmy do wiary jak katechumeni w pierwszych wiekach. - Jestem dopiero kandydatem na chrześcijanina - wyjaśnia znany kompozytor muzyki filmowej Michał Lorenc. - Niewiele wiem. Przy niczym się już nie upieram. Wiem, że chwila przystąpienia do Kościoła była najmocniejszym doświadczeniem w moim życiu: silniejszym od narkotyków, hulaszczego życia i wielkich sukcesów międzynarodowych. Tamte emocje są niczym w porównaniu z oglądaniem życia przez pryzmat Biblii.

- Świeżo po moim nawróceniu i wyjściu ze wschodnich duchowości trafiłem na katechezy neokatechumenalne - opowiada Maciek Sikorski (na okładce z rodziną). - Pamiętam, że katechista stał na środku z krzyżem i mówił: "To jest nasza droga. Wszyscy tak skończymy". A było to tuż przed naszą deklaracją, czy chcemy wejść na Drogę! Konkret. Żadnego owijania w bawełnę. Uwiodło mnie połączenie tradycji hebrajskiej z chrześcijaństwem, wyjaśnianie znaczenia biblijnych świąt i nieustanne karmienie się Słowem. Dziś doceniam też element szczerości, stawanie oko w oko z braćmi i mówienie sobie prawdy. W innych wspólnotach widziałem mechanizm: nie mówmy o przykrych rzeczach, bo, nie daj Boże, jeszcze kogoś urazimy. Na Drodze staramy się stanąć przed sobą w prawdzie. Zazwyczaj bardzo bolesnej.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA