Michał

Kapłaństwo czy małżeństwo?

Dodano: 21 styczeń 2010 r.

Pojawiały się w mojej głowie myśli dotyczące kapłaństwa. Tłumiłem je jednak. Nie dopuszczałem informacji, że mógłbym pozostawić piękną i kochaną dziewczynę.

Postać Abrahama jest dla mnie fascynująca. Mogę stanowczo powiedzieć, że jest to mój autorytet w wielu dziedzinach. Mogę uczyć się od niego lojalności i ufności wobec woli Bożej. Gdy Abraham wyrusza na polecenie Pana do Kanaanu, ma 75 lat, jak mówi Stary Testament. Jak niezwykle lojalnym, ufnym i gorliwym trzeba być, by podporządkować się takiej decyzji Pana! Trudno mi wyobrazić sobie dziś 75-letniego dziadka, który nagle zostawia swoje ciepłe mieszkanko, wygodny tapczan, profesjonalną opiekę medyczną, znajomych, krewnych, przyjaciół - bierze jedynie swoją żonę i młodego krewnego, namiot, kilka innych rzeczy - i rusza przed siebie. Swoją drogą trudno mi wyobrazić sobie też żonę, która tak bezapelacyjnie podporządkowałaby się woli męża :). Nawet gdyby był przystojny i bogaty. To nieprzywiązanie do tego, co mam, osiągnąłem; gotowość do zerwania z życiem w dostatku; gotowość do wyjścia w nieznane jest dla mnie bardzo pouczająca.

Obraz Caravaggia "Ofiara Izaaka" pokazuje Abrahama, trzymającego nóż przy szyi swojego syna Izaaka, który ma być złożony w ofierze. Na obrazie widać także Anioła Pańskiego, który w ostatniej chwili złapał Abrahama za rękę, dzięki czemu nie zabił on swojego syna.

I znowu u ojca Izaaka pojawiły się cechy, których pragnę się od niego uczyć. Gotowość do zerwania z tym, co mam, gotowość do poświęcenia kogoś umiłowanego, jedynego, wyjątkowego.

Jak wspominałem na początku, postać Abrahama mogę traktować jako swój autorytet. Szczególnie w ostatnim okresie jego doświadczenie i działalność były dla mnie drogowskazem.

Każdy z nas na pewnym etapie życia rozpoznaje swoje powołanie. Pamiętam, jak we wrześniu 2007 roku w Sanktuarium na Krzeptówkach do skrzyneczki "Prośby i Podziękowania" złożyłem kartkę tej treści: "Ukochany Boże, niech się spełni Twoja wola w moim życiu. Jeśli chcesz, bym został powołany do kapłaństwa zakonnego, niech się tak stanie. Daj mi mądrość i wytrwałość. Jeśli chcesz, bym został powołany do kapłaństwa rodzinnego, niech się tak stanie. Daj mi piękną i mądrą żonę."

Wkrótce potem relacja między mną a pewną dziewczyną zaczęła się pogłębiać. Chodziliśmy razem do kina, na spacery, trzymaliśmy się za ręce. Zaczęliśmy miło ze sobą spędzać czas. Parę tygodni później byliśmy przedstawieni naszym rodzinom, które przyjęły nas z dużym ciepłem i serdecznością. Jakieś 10 miesięcy później postanowiłem się oświadczyć. Od tej pory mieliśmy już "tytuł" narzeczonych i rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu.

Co jakiś czas w tym okresie pojawiały się w mojej głowie myśli dotyczące kapłaństwa zakonnego. Tłumiłem je jednak. Nie dopuszczałem informacji, że mógłbym pozostawić piękną i kochaną dziewczynę. Bałem się reakcji rodziny. Poza tym przygotowania do wesela były bardzo zaawansowane - wynajęta sala, zapłacona orkiestra itd. Apogeum tych wszystkich myśli miało miejsce w listopadzie. Źle się czułem, nie wiedząc, którą drogę wybrać. Przez moją chwiejność, rozdarcie psuła się relacja z narzeczoną. Byłem naprawdę w kiepskiej kondycji duchowej. Postanowiłem wreszcie nie tłumić myśli o kapłaństwie zakonnym. Przyjąłem postawę Abrahama. Byłem gotowy do tego, by zerwać z tym, co mam. Nie straszna mi była utrata funduszy związanych z organizacją wesela. Przestałem bać się opinii otoczenia.

Byłem gotowy do tego, by zakończyć związek z piękną i kochaną kobietą. Tak jak Abraham postanowił wyjść ze swoim synem do kraju Moria, tak i ja postanowiłem poświęcić parę dni wyłącznie Bogu i pojechałem na dni skupienia do Czerwińska. Tak jak Abraham podporządkował się woli Pana i chciał poświęcić swojego jedynego syna, tak i ja podporządkowałem się woli Pana i chciałem poświęcić relację ze wspaniałą kobietą.

Tak jak Bóg przyszedł do Abrahama ze słowami: "Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego. Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś mi nawet Twego jedynego syna." Tak i Bóg przyszedł do mnie ze słowami: "Nie rań tej dobrej kobiety. Kochasz ją. Wracaj do niej. Teraz poznałem, że boisz się Boga. Chcę, by Twoje życie było związane z powołaniem w rodzinie. Tam wzrastaj i rozwijaj swoje talenty".

Po powrocie do Łodzi czułem się mocniejszy. Parę tygodni później moja narzeczona pierwszy raz od wielu lat przystąpiła do sakramentu pokuty. Cieszę się z tego powodu. Cieszę się także, że od czerwca 2010 roku będę realizował swoje powołanie jako mąż, a potem ojciec rodziny, która oparta będzie na trwałych, chrześcijańskich fundamentach.

Reklama
Wasze opinie (1):
Dodaj opinię
Portret użytkownika Lidasek
Lidasek (anonimowy), 16 sierpień 2011 r.

Dziękuję za Twoje świadectwo. Po prostu dziękuję.

Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA