Właśnie dlatego postanowiłam, że nie będę sobie wyrabiać zdania o tym autorze, zanim nie przeczytam wszystkich jego książek. Jak postanowiłam, tak też się stało.
Paulo Coelho - światowej sławy pisarz, przez niektórych określany mianem
chrześcijańskiego czy też katolickiego. Słyszałam o nim wiele opinii.
Są tacy, którzy mówią, że to geniusz, inni, że mu się chyba coś pomyliło
i z oburzeniem odnotowują fakt, że tyle tysięcy ludzi chce czytać te brednie,
stając się niejednokrotnie wręcz "wyznawcami" Coelho.
Z książkami tego autora spotkałam się całkiem niedawno - przez przypadek
znalazłam w domu książkę "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam".
Z jednej strony zachwyciłam się ciekawą kompozycją, z drugiej nie wszystkie
wartości moralne przedstawiane przez tego autora zgadzały się z moim pojęciem
o tych sprawach. (Może nie raziłoby mnie to tak, gdyby nie zasłyszana
opinia o "katolickości" książek Coelho. Pewnie gdyby nie ona, nie miałabym
tak wiele problemów i wątpliwości.) Lektura pozostawiła mnie z bardzo
mieszanymi uczuciami. Właśnie dlatego postanowiłam, że nie będę sobie
wyrabiać zdania o tym autorze, zanim nie przeczytam wszystkich jego książek.
Jak postanowiłam, tak też się stało - niedawno skończyłam czytać najnowszą
z nich "Demon i panna Prym". Kilka z nich pozostawiło mnie z bliżej nie
sprecyzowaną opinią, część całkowicie zadowoliła. A że nie powinno się
uogólniać, napiszę coś o każdej z nich.
"Alchemik" wydał mi się piękny, bo opisywał spełnienie marzeń i obecność
jakiegoś nadprzyrodzonego opiekuna. "Piąta góra" mówi o aniołach, o kontakcie
z nimi i dążeniu do czegoś wielkiego mimo przeciwności - to też wspaniały
temat, chyba najbardziej mnie poruszył. Znam ludzi, którzy twierdzą, że
to jedyna godna polecenia książka Coelho. A "Podręcznik Wojownika Światła"?
Treść zgadza się całkowicie z tytułem. Książka doradza, jak żyć, by być
szczęśliwym i osiągnąć wieczne szczęście. Lektura bardzo podniosła mnie
na duchu, utwierdziła w przekonaniu, że warto żyć dla Światłości, która
daje szczęście; że każdy może dla niej walczyć , niezależnie od naszej
przeszłości.
Trylogia "Zaś siódmego dnia..." jest dla mnie dziwna. Z jednej strony
pokazuje, że warto żyć, cieszyć się tym, co się ma. Na przykład w książce
"Weronika..." dowiadujemy się, dlaczego nasze życie staje się czasem nudne
i mdłe i - co rzadkie w tego typu publikacjach - wiemy, jak rozwiązać
ten problem... W "Na brzegu..." poznajemy potęgę miłości oraz to, że Bóg
jest wszędzie i jest on tym samym Bogiem mimo różnych postaci, imion.
Autor ukazuje nam również siłę powołania, to, że nie da się działać wbrew
niemu, bo Prawda i tak nas odnajdzie.
Z drugiej strony niektóre sceny przedstawione przez autora (pijaństwo
i nie tylko) wydały mi się "lekko" niesmaczne. W "Weronice..." nie podobają
mi się słowa jednej z bohaterek, mówiącej, że nic poza gwałtem i wykorzystywaniem
dzieci nie jest grzechem. Także scena masturbacji głównej bohaterki jest
wstrząsająca i nieprzyjemnie zapada w pamięć (czytałam wiele ostrzejszych
książek, ale za mną ciągnie się zasłyszana opinia o Coelho). "Demon i
panna Prym" również nie uzyskała mojej pełnej aprobaty, nie mogę zrozumieć
motywacji głównych bohaterów. Wszystkie sytuacje przedstawione w innych
częściach trylogii Coelho wydały mi się może nie tyle życiowe, ale możliwe
do zaistnienia, tutaj jednak nie za bardzo. A może to po prostu mój bunt
przeciwko temu, że bohaterowie, ludzie z pozoru dobrzy, mogą chcieć popełnić
zbrodnię?
Jednak po pewnym zastanowieniu wydaje mi się, że wiem, jaki jest cel wprowadzania
tak sprzecznych treści w jednej książce. Może to jest prowokacja? Autor
chce nas zmusić do zastanowienia się nad sobą? Do tego, byśmy pomyśleli,
jak MY postąpilibyśmy na miejscu bohaterów? Aby każdy przypomniał sobie
swoją hierarchię wartości? A może Coelho po prostu pokazuje prawdę, to,
co ludzie rzeczywiście robią, myślą, mówią, jakie są ich wybory? Prawda
bywa przykra i może powodować bunt, jeżeli się na nią nie zgadzamy, jednak
najgorszą rzeczą jest brnięcie w kłamstwie. Dzięki takim prowokacjom lepiej
poznałam siebie, przypomniałam sobie, co jest dla mnie ważne. Więc jestem
na "tak".
W czasie czytania miałam pewne wątpliwości, ale może potrzeba trochę czasu
na przemyślenie wszystkiego? Jedno wiem na pewno - po przeczytaniu każdej
z nich czułam się lepiej, zdobywałam jakąś dziwną siłę, uczucie, że mogę
wszystko zrobić i po prostu chciałam być lepsza.
Teraz coś na podsumowanie: ostatnio w jednym z szanujących się periodyków
przeczytałam, że "(...) W książce Demon i panna Prym znów znaleźli [czytelnicy] jasne wytyczne, jak żyć, co jest dobre, a co złe. Coelho
zamiast powieści tworzy bryki, ściągi - bogate tradycje duchowe i filozoficzne
sprowadza do kilku prawd typu: człowiek nie może uniknąć swego przeznaczenia, wszyscy jesteśmy szaleńcami, i ty możesz w każdej chwili zmienić swoje życie." I dalej: "I tak otrzymujemy kolejną książkę a'la pasztet. To,
co trudne, przemielono.(...) Obyś się tylko [czytelniku] nie zakrztusił".
Ciekawe, czy autorka tej notatki miała na myśli wszystkie książki Coelho,
czy tylko tę? Strasznie mnie korci, by skomentować i napisać dokładnie,
co o tym myślę, ale pozostawiam to Wam, do przemyślenia.
Nauczycielka w szkole mówi do uczniów:
- Dzieci powiedzcie jakieś zwierzę na A.
Jasiu się zgłasza i mówi:
- A może to karp??
Pani ucisza Jasia i mówi:
- Dzieci powiedzcie jakieś zwierzę na ...czytaj