2010-07-22 10:50:17
Sylwia
Przekleństwo przekleństw
Nasza mowa świadczy o nas samych, o czym więc świadczy mowa, która stale potyka się o wulgaryzmy?
"Cześć, k..., co u ciebie, k..., słychać? u mnie, k..., wszystko się p.... Stara, k...., w szpitalu, auto mi, k..., z....! Ja p......!"
To rekonstrukcja rozmowy telefonicznej podsłuchanej - mimochodem - w zatłoczonym autobusie. Taki rodzaj dyskursu to jakże często, niestety, chleb powszedni polskiej społeczności. Już tak bardzo weszły nam w krew wulgaryzmy, że z tego przyzwyczajenia, nie robią na nas większego wrażenia. Jakoś specjalnie nie gorszą, nie uwłaczają. Jest ich mnóstwo: w kolejkach, na ławkach w parku, w szkole, w windzie, w tramwaju. Czasem na płotach i murach. Dla niektórych wulgaryzmy to niezrównany substytut interpunkcji. Bynajmniej nie słychać, że ktoś ma problemy z płynną wymową.
Przekleństwa to nie tylko sfera przeznaczona dla tzw. marginesu społecznego. Przeklinają prawnicy, lekarze i ludzie mediów. Jak człowiek tak „sobie zaklnie”, to od razu mu ulży, wyładuje emocje. Tylko czy aby na pewno jest to najlepszy sposób odreagowania? Nasza mowa świadczy o nas samych, o czym więc świadczy mowa, która stale potyka się o wulgaryzmy?
Nawet jeśli nie przeklinamy, to środowisko, w jakim się znajdujemy, sprawia, że nasiąkamy słowami wyjętymi spod cenzury. Może czasem to chęć zaimponowania, chęć poczucia się dorosłym? Mężczyźni mają więcej usprawiedliwień, ale za to kobiety – kwintesencje subtelności? Wręcz nie godzi się, aby z ich ust padały takie słowa. A jak się okazuje, panie nie tylko dorównują w tej kwestii płci przeciwnej, ale ją czasem przewyższają.
Czy używanie wulgaryzmów to grzech? Z definicji grzechu wynika jasno, iż jest to świadome i dobrowolne czynienie zła. A w tym przypadku nie zawsze jest w pełni świadome. Zwłaszcza gdy ktoś wpadł w nawyk przeklinania i klnie bez zastanowienia i pohamowania. Z drugiej strony, ciężko jest rozpatrywać w kategorii grzechu nieopatrzne wypowiedzenie wulgaryzmu. Zdaje mi się, że tylko wtedy jest to grzechem, kiedy można uniknąć wulgarnych słów, a jednak się tego nie robi. Ale czy w ogóle istnieją takie sytuacje, które bezwzględnie wymagają sięgania po tego rodzaju słownictwo?
Jak zatem radzić sobie z wulgaryzmami? Jeden z najlepszych sposobów został ukazany w filmie „Miś”, kiedy to konsekwentnie w miejsce niecenzuralnych słów wstawiano frazę: motyla noga. Rozwiązanie niezawodne, plus efekt komiczny - murowany! Zawsze można wymyślić swoje nazewnictwo w miejsce tzw. przerywników. Mogą to być chociażby nazwy pajęczaków czy też całe gromady paprotników. Tym naukowym sposobem można zniwelować wulgarne słowa, a i zrobić powtórkę z biologii. ;)