Anna Michalak

Zaczęło się od zabawy

Dodano: 27 styczeń 2009 r.

Rozmowa z Markiem Plawgo, płotkarzem, jednym z najlepszych polskich lekkoatletów. Jego koronny dystans to 400 metrów przez płotki. Jest rekordzistą Polski w tej konkurencji.

Marek Plawgo z ks. Edwardem Pleniem sdb, krajowym duszpasterzem sportowców
Zacznijmy od wspomnień z ostatniej Olimpiady w Pekinie: Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Ze względów czysto sportowych niechętnie wracam do tego czasu. Jednak z perspektywy pozasportowej mogę stwierdzić, że nie było tak źle. Co utkwiło w mojej pamięci? Na pewno przyjaźnie, jakie tam zawarłem, na pewno atmosfera, jaka panowała w wiosce; najbarwniejsza postać - ks. Edward Pleń. Zapamiętam na pewno Msze Święte, które miały nas przygotowywać do boju. Przy okazji warto przytoczyć pewną małą wpadką dotyczącą rywali polskich piłkarzy ręcznych (śmiech). Było to 15 sierpnia, piątek, święto Wniebowzięcia Matki Bożej. Jedyna Msza Święta odprawiana była tego dnia w języku polskim. Na tę Mszę przyszli więc również sportowcy z innych krajów, m.in. z Argentyny, Chorwacji, Litwy, Chin. Na zakończenie Mszy Świętej - w ogłoszeniach olimpijskich - ks. Edward dziękuje wszystkim za udział we Mszy Świętej. A tego dnia wieczorem nasi piłkarze ręczni mieli grać mecz z Chorwatami. Tymczasem ks. Edward zwraca się także do Chorwatów, dziękując za wspólną modlitwę oraz życząc im zwycięstwa. Na co nasi piłkarze ze strachem: "Proszę księdza, przecież my dzisiaj z nimi gramy". (śmiech) No i co zrobić w takiej sytuacji? Stało się to potem anegdotą opowiadaną w całej wiosce. Ksiądz Edward jednak wybrnął całkiem dyplomatycznie, kończąc "Niech w takim razie będzie remis, a zresztą niech lepiej Pan sam rozstrzygnie" :) (wygrali nasi - przyp. red.)

Relacje międzyludzkie w naszej reprezentacji są najmilszymi wspomnieniami z tego wyjazdu, bo sportowo tej olimpiady do udanej nie zaliczam. (Marek Plawgo tuż przed Olimpiadą doznał kontuzji stopy, zajął 6. miejsce - przyp. red.)

Bieg przez płotki to bardzo trudny i niesamowicie techniczny sport. Dlaczego wybrałeś tę dyscyplinę?

Bo jest trudna i inni sobie z nią nie radzą (śmiech). Ale tak na poważnie - za sprawą mojego trenera, który zauważył mnie jeszcze jako małego chłopca i poprowadził sportową drogą. Uczył mnie wszystkiego praktycznie od początku. Był takim moim trzecim rodzicem, bo z nim spędzałem bardzo dużo czasu. To on dostrzegł moje predyspozycje do biegania przez płotki. A było to nota bene naturalnym przedłużeniem tego, co sam robił wcześniej. Być może więc szukał kogoś, kto będzie próbował wykonać plan, którego jemu samemu nie udało się zrealizować.

Jaki moment w karierze sportowej przyniósł Ci największą radość, a co wspominasz jako moment najtrudniejszy?

Najgorsze jest wychodzenie z kontuzji. Najtrudniejszym dla mnie momentem była jedna z diagnoz lekarskich, którą usłyszałem: "Konieczna jest operacja i 8 miesięcy rehabilitacji plus brak gwarancji powrotu do sportu". Czas oczekiwania na kolejną diagnozę, która swoją drogą okazała się diametralnie różna, był bardzo trudny. Zastanawiałem się, co dalej? Kariera się kończy w momencie, w którym tak naprawdę nie zdążyła się jeszcze na dobre rozwinąć. Co będę robił dalej w życiu? Był to moment wielu przemyśleń, rozterek, smutku, poczucia niewykorzystania swojej szansy. To był ten trudniejszy moment.

A piękniejsze? To wszystkie sukcesy, które się osiąga. Choć najdziwniejsze jest to, że największym był dla mnie ten, w którym wcale nie grano Mazurka Dąbrowskiego, tylko przybiegłem trzeci. Było to w 2007 roku na mistrzostwach świata. Dla mnie ten sukces był największy, bo osiągnięty po paśmie niepowodzeń, porażek, problemów zdrowotnych, takie moje odbicie od dna. Sukces osiągnięty w momencie, kiedy był on najbardziej pożądany, kiedy najmocniej na niego pracowałem i najbardziej czekałem. Bo wcześniej - od małego dziecka - wszystko szło mi gładko, w związku z czym nie odczuwałem wartości sukcesu. Tę wartość poznałem dopiero wtedy, gdy doznałem goryczy porażki przez kilka sezonów. I gdy potem udało mi się wejść na bardzo wysoki poziom, najwyższy, jaki osiągnąłem w karierze, radość była największa.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA