nr 20/2008
Agnieszka Bialik

Wiara dodaje mi sił

Dodano: 22 październik 2008 r.

W sporcie zdobył wszystko: mistrzostwo Europy, świata, olimpijskie. W Pekinie nie dał szans rywalom. "Modliłem się przed finałem, żeby Bóg rozdawał medale sprawiedliwie. Ja chyba zasłużyłem" - mówił po dramatycznym finale skoku przez konia. Skromny, spokojny, sympatyczny. Dla wielu młodych ludzi wzór do naśladowania. Taki jest Leszek Blanik. Otwarcie mówi nam, że wiara dodaje mu sił.

"Nasz człowiek"

To od lat "nasz człowiek" w gimnastyce sportowej. Pierwszy medal - srebrny Mistrzostw Europy zdobył równo 10 lat temu. Czołowy zawodnik świata wybrał sobie dyscyplinę bardzo widowiskową, ale jednocześnie niezwykle trudną, wymagającą i niebezpieczną. Kibicom w Polsce zaimponował przede wszystkim brązowym medalem Igrzysk Olimpijskich w Sydney w 2000 r. Dla wielu była to niespodzianka, dla znawców tematu naturalna konsekwencja talentu i pracy zawodnika z Gdańska.

Przed rokiem był tytuł mistrza świata, ten sezon to mistrzostwo Europy, a teraz igrzysk olimpijskich! - Karierę zakończę w 2010 roku - deklarował przed wyjazdem do Chin Leszek Blanik. Nasz reprezentant obawiał się tylko o eliminacje w Pekinie. - Trudniej będzie wejść do finału niż go wygrać. Wystartuję w pierwszej grupie, co niesie niebezpieczeństwo, że sędziowie będą oszczędzać noty na dalszą część kwalifikacji - mówił.

Na igrzyska Blanik przygotował swoje dwa firmowe skoki: tsukuharę łamaną, czyli dwa i pół salta w tył w pozycji łamanej oraz skok ochrzczony jego nazwiskiem - przerzut w przód oraz dwa i pół salta w przód w pozycji łamanej. W eliminacjach te ewolucje oceniono na 16.700 i 16.475, co z łączną notą 16.587 dało Polakowi trzecie miejsce.

W finale Leszka oceniono niżej (16.600 i 16.475), ale rywale nie wytrzymali nerwowo. Marian Dragulescu (Rumunia), który w pierwszej próbie miał aż 16.800 (najwyższa nota w historii tej konkurencji), w drugim podejściu przewrócił się! Natomiast kończący konkurs Dmitrij Kasperowicz (Białoruś) nie "dokręcił" pierwszego skoku. Ostatecznie Blanik wygrał z identyczną oceną, jaką miał drugi zawodnik w konkursie.

Od Thomasa Bouhaila okazał się lepszy (dodatkową punktacją) o noty dwóch sędziów, które jako skrajne nie wchodziły do pierwszego rezultatu.

- W gimnastyce jest mało tajemnic. Trenujemy wszyscy razem. Widzieliśmy już przed zawodami, że Dragulescu ma kłopoty z ustaniem drugiego skoku, a Białorusin też ma ogromne problemy techniczne. Złoto było już pewne - opowiadał Lewit. I rzeczywiście, Białorusin zachwiał się przy lądowaniu, dostał niskie noty i zajął dopiero szóste miejsce. Srebro i brąz wywalczyli gimnastycy startujący na samym początku: Francuz Thomas Bouhail i Rosjanin Anton Golotsutskow. Blanik z Bouhailem wygrał o włos - mieli taką samą łączną notę 16,537, ale Polak dostał jedną z ocen cząstkowych wyższą.

Złoty medal wręczyła Blanikowi Manuela Di Centa, mistrzyni olimpijska z Lillehammer w biegach narciarskich. Zanim cała sala wstała, by posłuchać Mazurka Dąbrowskiego, Leszek wyciągnął z plecaka zdjęcie syna, który oglądał z mamą Magdą finał w ich rodzinnym domu w Gdańsku.

Co Pan myślał, wchodząc na najwyższy stopień olimpijskiego podium? - pytam Leszka Blanika.

Że to spełnienie mojej długiej kariery. Zastanawiałem się, dlaczego po 12 latach startów Najwyższy pozwolił mi w ciągu 11 miesięcy zdobyć złoty medal na mistrzostwach świata, potem na mistrzostwach Europy, a teraz w Pekinie na igrzyskach. Jestem szczęśliwy, ale nawet nie ze względu na siebie. Ja byłbym zadowolony nawet z brązu. Cieszyłem się, że mogłem dać tyle frajdy rodzinie, przyjaciołom, polskim kibicom. Ja już tak jakoś mam, że nie lubię zawodzić innych ludzi. To złoto jest dla was!

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA