Tomasz Talaczyński

Uderzył mnie pęd powietrza

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Ci, którzy chcą zaszpanować przeważnie rezygnują po dwóch skokach.

fot. Archiwum Aeroklub Krakowski

Obecny sezon w krakowskim aeroklubie rozpoczął się najgorzej jak mógł. Podczas pierwszego treningowego skoku zginął szef wyszkolenia sekcji spadochronowej, nadzwyczaj doświadczony skoczek.

Był to jego 1010 skok. Przyczyny wypadku bada komisja. Do czasu znalezienia nowego szefa wyszkolenia działalność sekcji zawieszono.

Członkowie sekcji do dziś nie mogą otrząsnąć się po zdarzeniu. - Trudno mi wypowiadać się na ten temat. Była to dla nas wielka tragedia. Widzieliśmy go dwa dni wcześniej - mówi Bartosz Gicela, student Akademii Ekonomicznej. Zaraz dodaje: - To był doświadczony skoczek, do bezpieczeństwa przywiązywał wielką wagę.

Nie zamknąłem oczu

- Uderzył mnie pęd powietrza, ale nie zamknąłem oczu. Zanim otworzył się spadochron, upłynęły ledwie trzy sekundy, a wydawało się, że to wieczność. Leciałem w ciszy - Grzegorz Harężlak, uczeń czwartej klasy technikum, wspomina swój pierwszy skok. Ma ich za sobą 39. Od roku należy do sekcji spadochronowej krakowskiego aeroklubu. Dla niego i innych skoczków podniebne loty są wielką pasją i wyzwaniem.

Na ziemi też niebezpiecznie

Czy skakanie to sport bezpieczny? - Bezpieczeństwo to pojęcie względne - zauważa skaczący od trzech lat Marcin Słowik. - Gdy przechodzimy przez ulicę może przejechać nas samochód.

Słowik twierdzi, że w spadochroniarstwie jest podobnie. - Jeśli uważnie składamy spadochron, trenujemy skok i ćwiczymy odruchy w sytuacjach awaryjnych - jesteśmy bezpieczni, ale wypadki tak jak na ziemi, mogą się zdarzyć.

- Każdy z nas zdaje sobie sprawę z istniejącego ryzyka, ale mimo wszystko nie uważamy, że jest to sport szczególnie niebezpieczny. W zeszłym roku na 40 czy 50 tysięcy skoków zdarzyły się dwa wypadki śmiertelne - dodaje Bartosz Gicela.

Nauczyć się odruchów

Zanim amatorzy podniebnych lotów po raz pierwszy wy-skoczą z samolotu muszą przejść specjalistyczne szkolenie. Czas przygotowania do pierwszego skoku jest różny. Niektórzy skaczą już po kilku dniach. - To zależy od indywidualnych predyspozycji - wyjaśnia skaczący od dziesięciu lat instruktor Maciej Boruta. - Program szkolenia jest jednakowy dla wszystkich. Ale jedni uczą się szybciej, inni wolniej. Niektórym trzeba poświęcić więcej czasu. Ważne, żeby wy-uczyli się odruchów - podsumowuje Boruta.

Przed skokiem kandydaci uczą się zachowania w powietrzu, ćwiczą reagowanie w sytuacjach awaryjnych, dowiadują się, jak należy lądować. Każdy z tych elementów jest ważny i musi być wyćwiczony. Nawet lądowanie sprawia kłopoty.

Opowiada jeden z młodszych członków sekcji, uczeń liceum ogólnokształcącego Karol Szczęśniak: - Jesteśmy przyzwyczajeni, by skakać na rozłączone nogi - mówi. - A przy silniejszych uderzeniach taki skok grozi urazem: skręceniem kostki, złamaniem, zwichnięciem. Trzeba nauczyć się lądować, mając złączone kolana i stopy, i nie patrzeć przy tym na ziemię.

Grzegorz Harężlak podkreśla znaczenie prawidłowych nawyków: - Instruktorzy uczą nas zachowania się w powietrzu -mówi. - Jeśli coś się stanie, nie otworzy się spadochron lub otworzy się źle, skoczek nie może pikować, musi wiedzieć jak poradzić sobie w takiej sytuacji. Powinien zadziałać instynktownie. To musi być odruch, taki jak przy zasłanianiu się ręką, gdy leci piłka.

Dlaczego odruchy są tak ważne? - W powietrzu nie ma czasu na myślenie. Decydują sekundy. Skoczek powinien być tak wyszkolony, by działać instynktownie - wyjaśnia instruktor Boruta.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA