nr 25/2009
Agnieszka Bialik

Skrzydła mi rosną

Dodano: 19 styczeń 2010 r.

Podwójna mistrzyni świata, zdobywczyni Pucharu Świata w biegach narciarskich. Na olimpiadzie w Vancouver będzie jedną z faworytek do medali. Choć płaskie, łatwe trasy w Kanadzie jej nie odpowiadają, zapowiada walkę ze wszystkich sił. Justyna Kowalczyk - uparta, ambitna, pracowita "góralka" z Kasiny Wielkiej opowiada o presji, przygotowaniach i tytule magistra.

fot. Łukasz Korzeniowski
Olimpijski sezon będzie pierwszym, do którego przystępuje Pani w roli faworytki. Czuje Pani na sobie presję?

To na pewno dla mnie nowa sytuacja, faworytce nie będzie łatwo, szczególnie na początku sezonu. Każdy mój krok jest teraz śledzony. Wiem jednak, że po tej ogromnej pracy, którą wykonałam w okresie przygotowawczym potrzeba czasu, bym dobrze startowała. Cieszy mnie doping kibiców i nadzieje, które ze mną wiążą, ale miliony Polaków nie mają "zrąbanych Achillesów", kręgosłupa, kolan. Ja będę biegła dla siebie, trenera, moich bliskich, a kibicom dziękuję bardzo za wielkie wsparcie, ale to moje życie.

Optymiści twierdzą, że stać Panią na kilka medali podczas igrzysk.

Spokojnie, spokojnie! Ile w sumie Polska zdobyła krążków w całej historii zimowych olimpiad? Chyba osiem. Więc nie przesadzajmy, trzeba mocno chodzić po ziemi. Vancouver to dla mnie cel numer jeden, nic więcej nie powiem. Nie ma co być nadmiernym optymistą, z kolei pesymistą też być nie można.

Biegała Pani na trasach olimpijskich i narzekała potem, że są zbyt łatwe, płaskie, że takich Pani nie lubi. "Złoto" obiecała Pani za cztery lata w Soczi.

To niestety prawda. Jak je pierwszy raz zobaczyłam, to się popłakałam. Ja wolę trudniejsze trasy, z podbiegami. Moje mięśnie na podbiegach mniej się zakwaszają i znoszą lepiej wysiłek.

Jeśli walczysz o olimpijski medal, wszystko ma znaczenie, nawet podmuch wiatru. Na prostych używam innego kroku, mięśnie bardziej się męczą. To prosta sprawa z punktu widzenia fizjologicznego. Faktycznie, mam nadal taki wielki plan, żeby na olimpiadzie w Soczi podziękować trenerowi za wszystko.

To zainteresowanie ze strony innych bardziej Panią motywuje czy przeszkadza?

Zależy, kto patrzy. Jeśli zwykli kibice, to nie zwracam na to większej uwagi, ale jak inni trenerzy i zawodniczki, to już tak. Ostatnio w trakcie treningu, gdzie były też inne ekipy, usłyszałam od jednego z trenerów, jak mówi do swojej zawodniczki: "Zrób to tak samo, jak Justyna". Jak coś takiego słyszę, to aż mi skrzydła rosną, To bardzo miłe, że uczy się innych, żeby biegali tak jak Justyna Kowalczyk.

Miniony sezon był pełen sukcesów. Czy zmieniliście coś z trenerem Wierietielnym w przygotowaniach do roku olimpijskiego?

Główna koncepcja pracy pozostała taka sama, zmienialiśmy najwyżej drobne rzeczy. Trenowaliśmy bardzo ciężko, tak ciężko, że aż nie mogłam tego wytrzymać, ale teraz już wszystko co najgorsze za mną. Sezon zweryfikuje wszystko. W ubiegłym roku zaczęłam od siódmego miejsca, a skończyłam na pierwszym.

Ile kontroli dopingowych przeszła Pani w tym czasie?

Trudno zliczyć, jestem na pewno najczęściej badanym polskim sportowcem, zwłaszcza od momentu, kiedy zostałam mistrzynią świata i zdobyłam Kryształową Kulę. Częściej kontrolują mnie zimą niż latem. Przed sezonem nawiedziła mnie delegacja z Niemiec. Ile oni się naszukali w moim domu w Kasinie (śmiech).

Ogląda Pani swoje starty z ubiegłego sezonu?

Oglądam. Nie po to, żeby się emocjonować, chociaż jak czasem bywa ciężko na treningach, to warto zobaczyć, jak szybko można biegać, gdy się te treningi przeżyje. Ale bardziej analizuję te nagrania pod względem teoretycznym - technicznym, taktycznym. Patrzę też na moje rywalki, co robią na trasie, jak się zachowują.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA