7‒8/2018
Monika Rogozińska

Różaniec na Mount Evereście

Dodano: 6 lipiec 2018 r.

Rok 1980 przyniósł wyczyn, który zdaniem wielu przekraczał możliwości człowieka – nasi alpiniści zdobyli zimą Mount Everest. To pokazało, że Polacy zjednoczeni wspólnym celem mają dostateczną wyobraźnię, odwagę, siłę woli, wiedzę i wytrwałość, aby dokonać tego, co uchodzi za niemożliwe.

...ciąg dalszy
fot. Bogdan Jankowski

– To ja dostarczyłem wyprawie perłowy różaniec od papieża. Jan Paweł II dał mi go z błogosławieństwem dla zimowej ekspedycji na audiencji w Castel Gandolfo – mówi ks. prałat Stanisław Kardasz z Torunia.
Jako piętnastolatek spędził ponad rok w więzieniu za roznoszenie ulotek antykomunistycznych. W wolnej Polsce został Honorowym Generałem Policji za zasługi dla duszpasterstwa policjantów. Ratownik tatrzański, taternik, otrzymał zaproszenie do odwiedzenia kolegów w bazie pod Everestem.

– Dotarłem tam w styczniu 1980 r. Gdy pogoda pozwalała, odprawiałem Mszę świętą pod gołym niebem. Ołtarzem był głaz na lodowcu.

Narodowi bohaterowie

– Dzieje tej wyprawy to historia walki z mitem, że Himalaje zimą są niedostępne dla wspinaczy. Przekonaliśmy siebie i innych, że można sięgnąć niemożliwego! – wspomina Cichy.

Depesze i listy gratulacyjne napływały z całego świata. Andrzej Zawada z dumą i wzruszeniem pokazywał jeden list:

Cieszę się i gratuluję sukcesu moim Rodakom, pierwszym zdobywcom najwyższego szczytu świata w historii zimowego himalaizmu. Życzę Panu Andrzejowi Zawadzie i wszystkim Uczestnikom wyprawy dalszych sukcesów w tym wspaniałym sporcie, który tak bardzo ujawnia „królewskość” człowieka, jego zdolność poznawczą i wolę panowania nad światem stworzonym. Niech ten sport, wymagający tak wielkiej siły ducha, stanie się wspaniałą szkołą życia, rozwijającą w Was wszystkie wartości ludzkie i otwierającą pełne horyzonty powołania człowieka. Na każdą wspinaczkę, także tę codzienną, z serca Wam błogosławię.

Jan Paweł II. Papież. Watykan, dnia 17 lutego 1980 roku.

– Po powrocie do kraju zaskoczyło nas gorące przyjęcie rodaków – wspomina Leszek Cichy. – Zrozumieliśmy, że dołożyliśmy coś do rodzącej się narodowej dumy w szczególnym dla Polaków czasie. Ludzie rozpoznawali nas na ulicy. Wszyscy dawali nam odczuć, że zrobiliśmy dla nich coś wielkiego. Pamiętam swoje speszenie, kiedy w tramwaju jakaś starsza kobieta zapytała, czy może mnie dotknąć. Dopiero później zrozumiałem, że chciała czerpać ze mnie siłę.

– To była jedyna ekspedycja, którą widziałem, gdzie obowiązywała zasada: wszyscy za jednego, jeden za wszystkich – opowiada Wielicki, zdobywca Korony Himalajów, czternastu ośmiotysięczników, w tym trzech zimą. – Nie było wtedy ważne, kto wejdzie na szczyt. Ważne, żeby w ogóle ktoś na nim stanął. Ani Leszek, ani ja nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy, że jest to nasz osobisty sukces. Mieliśmy absolutną pewność, że zwyciężyła drużyna. Mówiło się: Polacy zdobyli Everest w zimie!

Najwyższe góry są jak lustro. Ekstremalne warunki odsłaniają postawy tych, którzy w nie wkraczają, uwidaczniają obraz społeczeństwa, z którego przybywają wspinacze. Pionierskie wejście zimowe na Everest upamiętniło stan ducha Polaków kilka miesięcy po przełomowej pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Ojczyzny.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA