Gość Krakowski
Jan Głąbiński

Przygoda zaczęła się na górce

Dodano: 10 luty 2014 r.

W domu rodzinnym Kamila Stocha. Kiedy miał siedem lat, stawiał już pierwsze kroki na nartach. – Taczkami woził śnieg, żeby usypać górkę w pobliżu domu – wspomina jego najwierniejszy kibic babcia Ania, która zawsze dmucha na telewizor, aby wnuczek skoczył jak najdalej.

fot. Jan Głąbiński

Babcia w tym roku skończy 89 lat. Ma nadzieję, że będzie jeszcze oglądać swojego wnuczka w czasie najbliższej zimowej olimpiady. Sposób kibicowania ma dobrze opracowany. Zaczyna od modlitwy. – Modlę się o to, aby skoczył przede wszystkim bezpiecznie.Odległość to sprawa drugorzędna – zaznacza z uśmiechem góralka. To ona wie najlepiej, kiedy i na jakim kanale jest transmisja telewizyjna z zawodów w skokach narciarskich, w których występuje jej kochany wnuczek, jedenasty z kolei.

– Kiedy tylko Kamil pojawia się na rozbiegu, głośno wołam, żeby leciał jak najdalej, i mocno dmucham w telewizor – śmieje się pani Anna. Jej córka, a ciocia Kamila, zdradza jeszcze jeden element kibicowania babci. – Kiedy inni zawodnicy oddają swoje skoki, to babcia krzyczy do nich, aby jak najszybciej „siadali” – puszcza oko Zofia Bobik. Ciocia Kamila jest emerytowaną nauczycielką. Dobrze pamięta czas, kiedy jej bratanek chodził do miejscowej szkoły. – Już wtedy nauczyciele w rozmowach między sobą widzieli w nim dobrego sportowca. Zwłaszcza ci od wychowania fizycznego – wspomina.

Wola walki

– Wiedzieliśmy, że syn ma bardzo dużo energii i chęci do ćwiczenia. Każdą chwilę spędzał na nartach, nawet nie zjadł dobrze, tylko od razu pędził pobiegać – opowiada Bronisław Stoch, tata Kamila. Pan Bronisław był jednym z inicjatorów założenia miejscowego klubu sportowego, gdzie mogli ćwiczyć jego syn i inni zapaleńcy. Rodzice borykali się z wieloma problemami, szukali sponsorów. – Nie było to takie proste, często przeznaczaliśmy na działalność klubu swoje oszczędności – mówi pan Bronisław. Jednak trening w przypadku Kamila przynosił rezultaty. Góral z Zębu rozpoczął naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem. – To była decyzja Kamila, że wybiera taką drogę życiową. Sport stał się dla niego najważniejszy. Szanujemy decyzje swoich dzieci – mówi Krystyna Stoch, mama skoczka. Rodzice zgodnie przyznają, że warto wspierać pasje swoich pociech. – Trzeba pamiętać przy tym, aby nie rozbudzać u nich zbyt dużych oczekiwań. Bo może się okazać, że nigdy nie będzie wielkich zwycięstw. Ale zawsze będą pozytywny nastrój, wola walki, systematyczność w działaniu – podsumowuje B. Stoch. Kiedy rozmawiamy z rodzicami, już wiem, że to od nich Kamil nauczył się z pokorą przyjmować porażki. – Wymieniamy się esemesami, że nic się nie stało. Że będzie lepiej – mówią rodzice. Po każdych zawodach w domu państwa Stochów zawsze jest gorąca linia telefoniczna. Dzwonią członkowie najbliższej rodziny, gratulują, jak jest podium, pocieszają, kiedy się nie uda. – Kiedy Kamil wygrywa, to oczywiście dzwonią dziennikarze – dodaje tata i zarzeka się, że nie jest rzecznikiem prasowym swojego syna. – On radzi sobie z mediami doskonale. Narzeka tylko, że na konferencji żurnaliści nie chcą zadawać mu pytań, a dopiero potem męczą go i proszą o rozmowę, bo chcą mieć go „na wyłączność” – skarży się mama.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA