nr 39/2004

Jestem łakomczuchem!

Otylia Jędrzejczak, mistrzyni olimpijska w pływaniu.

Dodano: 8 czerwiec 2006 r.

Panna, lat 21. Sukcesy: mistrzyni Europy, świata i olimpijska, rekordzistka świata. Kocha pływanie. Gwiazda polskiej ekipy olimpijskiej z Aten, gdzie zdobyła złoty i dwa srebrne medale. Ten najcenniejszy zostanie zlicytowany. Od piętnastu lat w wodzie. Cieszy się, że najmłodsi zauważyli jej sukcesy i garną się na basen. OTYLIA JĘDRZEJCZAK jest naszym gościem (...).

Złoty medal olimpijski to nie tylko kwestia talentu zawodnika, ale i wielkiej pracy włożonej w przygotowania. Jak wygląda Twój normalny dzień treningowy?

- Pierwszy trening rozpoczynam o godzinie 5.15, kończę go mniej więcej po dwóch godzinach. Później jest czas na naukę, więc idę na uczelnię. O godz. 17 rozpoczynam 45-minutowy trening na siłowni. To moje zajęcia "na lądzie". Od 18 do 20 znów jestem na basenie. Później wracam do akademika, odpoczywam i idę spać.

Pływanie, zwłaszcza stylem motylkowym, jest dla kobiety bardzo trudne. Dlaczego wybrałaś sobie właśnie tę dyscyplinę sportu?

- Właściwie to nie miałam wyboru! (śmiech). Rodzice zaprowadzili mnie na basen, kiedy miałam sześć lat i tak już zostało. Dziś jednak, kiedy patrzę na wszystko z perspektywy czasu, to nie żałuję ani jednego treningu, ani jednej godziny spędzonej w basenie.

Kiedy rozpocznie się licytacja Twojego złotego medalu, z której dochód zostanie przekazany na leczenie dzieci chorych na białaczkę?

- Rozpoczął się w pierwszych dniach listopada i potrwa dwa miesiące. Uroczyste przekazanie tego trofeum zwycięzcy licytacji odbędzie się podczas dorocznego Balu Mistrzów Sportu. Na pomysł przekazania złotego krążka na aukcje wpadłam po przeczytaniu książki pt. "Oskar i pani Róża". Bardzo mnie wzruszyła ta historia. Działo się to podczas zawodów przedolimpijskich w Atenach. Powiedziałam wówczas do trenera: Jeśli Bóg pozwoli mi wygrać na igrzyskach, to zlicytuję złoty medal i pieniądze dam chorym dzieciom. Mój strój, w których zdobyłam tytuł mistrzyni olimpijskiej trafił natomiast do fundacji "Lions" zrzeszającej bardzo znane osoby, m.in. byłego prezydenta USA Jimmego Cartera. On także zostanie zlicytowany. Po igrzyskach dostałam mnóstwo listów z prośbą o pomoc. Pewien pan napisał nawet, że zepsuł mu się telewizor i potrzebuje pieniędzy na nowy. Mój gest z przekazaniem złotego medalu był spontaniczny, ale niektórzy źle go zinterpretowali. Nie jestem bankiem, chciałam pomóc dzieciom chorym na białaczkę.

Zdobyłaś trzy medale, choć kosztowało Cię to bardzo wiele wysiłku, zwłaszcza pierwsze dwa finały. Odbyły się w ciągu jednego dnia...

- Po mojej koronnej konkurencji 200 metrów stylem motylkowym byłam zmęczona, ale nie tak bardzo, jak po pierwszych dwóch finałach. Wtedy to było autentyczne wyczerpanie. Jeszcze na drugi dzień odczuwałam te starty. Po wyścigu na 100 metrów motylkiem moje ambicje były wielkie. Nie spodziewałam się, że w wyścigu na 400 metrów Francuzka popłynie tak szybko. Myślałam, że do 200 metrów będziemy płynęły równo, a potem uda mi się jej uciec. Ten plan się nie powiódł. Byłam zła, że zajęłam drugie miejsce. Dopiero na drugi dzień zrozumiałam, jaki to sukces i bardzo się cieszyłam.

Jaka była atmosfera przed startami?

- Przyznam szczerze, że w Atenach było pod tym względem rewelacyjnie. Byłam nawet trochę zdziwiona, bo nie zawsze tak to wyglądało. Podczas dekoracji rywalki też były miłe i serdeczne. Przed startem w finale Inge de Bruin i jej trener życzyli mi powodzenia.

Tagi: pływanie
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA