nr 41/2002, s. 26
Justyna Zapotoczny

"Dziękuję Bogu za każde zwycięstwo"

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Najpierw dwanaście lat treningu i mozolnych ćwiczeń po 5-7 godzin dziennie. Potem osiągnięcia przeplatane porażkami. I nagle jak grom z jasnego nieba.... mistrzostwo świata. Podczas pływackich mistrzostw Europy w Berlinie Otylia Jędrzejczak zdobyła dwa medale. Jednak prawdziwym dniem triumfu był 4 sierpnia, gdy ustanowiła nowy rekord świata na dystansie 200 m stylem motylkowym: 2.05.78.

foto: Justyna Zapotoczny
Otylia Jędrzejczak z rodzicami

- Jest to dla mnie największy sukces, o jakim mogłam marzyć. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, ale to, co zdobyłam było dla mnie zaskoczeniem - mówiła na konferencji prasowej, zorganizowanej przez urząd w jej rodzinnym mieście - Rudzie Śląskiej.

Uśmiechnięta, ciepła i bardzo spontaniczna, chwaliła swoich rodziców: - To oni zaproponowali mi basen i za to jestem im wdzięczna. Nauczyli mnie uporu i cierpliwości. Wielu młodych ludzi ma różne talenty, tylko trzeba im pomóc je odkryć. Rodzice mi w tym moim sukcesie bardzo pomogli, choć nie raz uciekałam tacie, kiedy jechaliśmy do Katowic na trening.

Wzruszeni rodzice przeżywają osiągnięcia córki. Dopingują również syna Szymona, który także zajmuje się sportem. - W domu - mówi pan Piotr Jędrzejczak, pytany o sekrety rodzinnego szczęścia - najważniejsze jest zrozumienie, bo kiedy ono jest, można bez obaw rozmawiać o wszystkim. To już jest ogromny sukces, a z nim rodzi się zaufanie.

Mam szczęście - dodaje mama, pani Krystyna. - Dzieci mnie zawsze słuchały i nie było nigdy żadnych z nimi problemów. Nad naszą rodziną czuwa Opatrzność. Nie boję się więc o przyszłość moich pociech, bo wyniesione wartości i zaufanie Panu Bogu na pewno będą procentować.

- Wiara w moim życiu jest bardzo ważna - dzieli się swoimi przemyśleniami Otylia. - To podstawa, bez której nie byłoby tego wszystkiego, jak bez modlitwy nie ma żadnego mojego startu. Po każdym ważnym występie staram się zawsze pojechać na parę dni do sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Tam odnajduję potrzebne wyciszenie i dystans do wszystkiego. To moje ulubione miejsce. Jego klimat, Droga Krzyżowa, którą zawsze tam odprawiam, dodają mi siły.

Przed mistrzynią kilka tygodni wakacji. Potem powrót na Warszawską Akademię Fizyczną i kolejne setki kilometrów w basenie, aby jak najlepiej przygotować się na Mistrzostwa Świata w Barcelonie.

Tagi: pływanie
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA