Agnieszka Bialik

Chcę żyć w Polsce

Agnieszka Radwańska dla "Naszej Drogi"

Dodano: 20 luty 2009 r.

Jest - obok Roberta Kubicy - najbardziej znanym polskim sportowcem na świecie. Zwyciężczyni czterech turniejów, ćwierćfinalistka Australian-Open i Wimbledonu, dziesiąta rakieta świata. Zajęła dziewiąte miejsce w plebiscycie na najlepszego polskiego sportowca. Najmłodsza tenisistka w gronie najlepszej dziesiątki rankingu światowego. Agnieszka Radwańska odpowiada nam o swoim planach i sukcesach.

Lubisz rozmawiać z dziennikarzami?

Przede wszystkim zależy kiedy i na jaki temat. Ważne też jest, w jakiej sytuacji odbywa się rozmowa. Kiedy przegram mecz, jestem zdenerwowana i nie przepadam za wywiadami, ale to część mojego zawodu, wiem, że to konieczne.

Spodziewałaś się, że w 2008 roku będziesz dziesiątą tenisistką świata?

Na pewno nie. Zaskoczyłam samą siebie. Nie sądziłam, że przyjdzie to tak szybko. Gdyby ktoś w wieku dwunastu lat powiedział mi, że jako dziewiętnastolatka będę w "10", to uznałabym to za dobry żart.

Czy czujesz się gwiazdą?

Pytano mnie o to często w 2005 r., kiedy wygrałam juniorski Wimbledon. Dla mnie to trochę dziwne pytanie, choć o każdym sportowcu, który odnosi duże sukcesy, można powiedzieć, że w jakimś sensie jest gwiazdą. Na pewno wpisałam się już w historię polskiego tenisa i udało mi się coś osiągnąć. Czuję się jednak normalną sportsmenką. Osobiście lubię chwile, zwłaszcza te w Krakowie, kiedy mogę zejść z kortu i pojechać do domu. Kiedy nie czekają na mnie kamery telewizyjne czy dziennikarze oczekujący na wywiad.

Dotychczas wygrałaś cztery turnieje, z czego trzy w ubiegłym roku. Które zwycięstwo dało Ci najwięcej satysfakcji?

Na pewno był to turniej na trawiastych kortach w Eastbourne, imprezie poprzedzającej Wimbledon. To największa impreza z tych, które wygrałam. Poza tym zwyciężyłam tuż po kontuzji ręki, której nabawiłam się w Paryżu.

Długo nie trenowałam, a mimo to odebrałam puchar za zwycięstwo. Ciężki był pojedynek finałowy z Rosjanką Pietrową. Poza kortem cieszy mnie, że zdałam egzamin na prawo jazdy, że był na to czas.

Co było dla Ciebie większym przeżyciem: start w igrzyskach olimpijskich w Pekinie czy turnieju mistrzyń w Doha?

Na pewno lepiej czułam się w Doha. Na igrzyskach przeszkadzała mi pogoda i nie do końca wyleczona kontuzja, która właściwie trapiła mnie do końca sezonu. Było tam duszno, gorąco, źle się czułam w Pekinie. Nie "leżał" mi ten turniej. W Katarze też było gorąco, ale bardziej odpowiadała mi atmosfera tej imprezy, lepsze były korty. Tam czuło się, że to turniej tenisowy. Wszystko robione było dla zawodniczek. Organizacja była perfekcyjna. Każda z nas miała apartament w hotelu, a nawet do dyspozycji samochód z kierowcą. Nie było problemów z rezerwacją kortów na treningi.

W Pekinie wszędzie było pełno ludzi, jak w centrum handlowym, podczas wyprzedaży. To były dwie zupełnie inne imprezy.

Tagi: tenis
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA