Ruah
nr 34/2006, s. 22
Weronika Gurdek

Spowiedź ratuje nam życie...

Dodano: 2 czerwiec 2006 r.

O muzycznej pasji, prawdziwej przyjaźni i pojednaniu z Panem Bogiem z zespołem "Katolika Front" rozmawia Weronika Gurdek.

...ciąg dalszy

Bocian: Tylko, że to był taki czas, że ja bałem się dosłowności. Nawet jak miałem na myśli Boga, to nie użyłbym wtedy słowa Bóg, bo się wstydziłem. Bo to byłoby nienowoczesne, jakby to zostało przyjęte… A teraz chcę dosłownie - raz, że ja w to wierzę, a dwa, że może to być właśnie jakieś niedopowiedzenie. Jakbym powiedział światło albo energia, to wiesz - fajnie, energia itd. A jak powiesz Jezus, to jedni Cię wyśmieją, drudzy obrzucą błotem, a ktoś inny powie OK. Nie chcę zostawiać żadnych furtek. Jezus to jest Jezus. Bóg to jest Bóg. A nie energia…

Jak ten rok minął wam na koncertach? Już dwukrotnie zagraliście na festiwalu "Stróże Poranka". Gdzie widzielibyście Katolikę, na jakich koncertach, w jakim środowisku?

Krzysiek Stasiak: To trudne pytanie… Takie granie na festiwalach… Hm, ja jestem przeciwny ograniczaniu się. Chciałbym przede wszystkim grać w miejscach innych, czarnych, tam, gdzie nie ma towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie nie mówią: Jezus, tylko tam gdzie mówią: szatan, tam gdzie się biją, gdzie jest zło. Niesiemy ze sobą Dobrą Nowinę, nasze koncerty są formą ewangelizacji i tak, jak każdemu księdzu, z którym rozmawiam, powtarzam, żeby wyszedł na zewnątrz swojego środowiska, żeby tam niósł nowinę, tak samo ten zespół to robi. I tak widzę naszą misję.

Myślę, że to jest bardzo dobry pogląd na to środowisko, które się zrobiło trochę hermetyczne…

Bocian: Tak, oczywiście. Gramy tam, gdzie nas zaproszą. Jak nas zaproszą do Jarocina czy na Woodstock, to pojedziemy bez żadnego obciachu i bardzo chętnie zagramy.

Modlicie się przed koncertami?

Bocian: Skupiamy się… (śmiech) W ramach takiej anegdotki… W Piekarach, jak byliśmy przed naszym koncertem, cały czas ktoś coś ode mnie chciał. A ja łaziłem, wy czekaliście. I Jacek do mnie przyszedł i mówi; "Bocian…", a ja w całym tym amoku "Co?", a on "A nie zapomnieliśmy o czymś?", a ja dalej nie wiem w ogóle, o co chodzi, a on "Może byśmy się tak poskupiali" (śmiech). Nie powiedział "Może byśmy się pomodlili", tylko "Może byśmy się poskupiali"…

Zygmunt: Ale zawsze jest tak, że mówimy, żebyśmy nie byli zgorszeniem, żeby nie było ważniejsze to, co my chcemy zrobić. Przed samym koncertem, kiedy tak naprawdę buzujesz ciało i krew, uspokajasz się i wychodzisz w zupełnie innym nastawieniu. I czy się pomylisz czy nie, to już przestaje mieć znaczenie. Przestaje mieć znaczenie tysiące innych rzeczy i świetnie się czujemy na scenie. Nie wiem, czy wcześniej z kapelami czułem się aż tak dobrze jak tutaj.

Bocian: Jak graliśmy kilka lat wcześniej, to gdzieś to moje serce było tak nadęte pychą, próżnością, że muszę być super, super wyglądać, zagrać. Cały czas było to "ja". Tutaj też nie jestem wolny od próżności. Zależy mi, żebyśmy dobrze zagrali. Chodzi o to, że nie my jesteśmy pierwsi. Bóg jest przed nami.

Jacek: Gdybyś kiedyś słyszała tę naszą modlitwę… To nie jest tak, że "Panie Boże, żebyśmy się nie pomylili, a tej kapeli po nas struna pękła". To jest podziękowanie za nas…

Zygmunt: Za siebie nawzajem…

Jacek: Nie proszę, tylko dziękuję… Tu masz stres, tremę, ale na modlitwie zmieniasz zupełnie punkt widzenia. Jest nam po prostu raźniej i przypominamy sobie, po co właściwie wychodzimy na scenę.

No właśnie… Co ten rok grania zmienił w was w sferze duchowej? Do czegoś was przybliżył?

Bocian: To, co mówiłem chłopakom gdzieś tam półsłówkami, teraz jest okazja, żeby powtórzyć. Każdy z nas jest na innym etapie duchowym, życiowym. To nie to, że ja jestem z przodu, a oni w tyle, nie o to mi chodzi. Ale bardzo mi zależy na Jacku, na Krzysiu i na Zygmuncie, na ich życiu, także duchowym. To znaczy, ja nie stoję nad nimi jak inkwizytor i mówię, że mają chodzić do kościoła, bo jak nie, to się pogniewamy, nic z tych rzeczy. Ja się codziennie za nich modlę - nie mówiłem wam tego - każdego dnia za cały zespół, za nasze dzieci i żony. Serce by mi pękło, jakby coś się z nimi - wami - podziało w sensie duchowym. Na pewno bym im powiedział: "Słuchaj, źle robisz…", ale to nie to, że będę stał z karabinem przy głowie…

Reklama