nr 7/2008
Michał Bondyra

Miłość przyjmie każdy, mądrość - niekoniecznie

Dodano: 19 marzec 2008 r.

Z Janem Budziaszkiem, perkusistą "Skaldów", współpracującym z Marylą Rodowicz, Tomaszem Stańką i grupą "Pod Budą", świeckim rekolekcjonistą i autorem kilku książek, w tym m.in. "Dzienniczka perkusisty", rozmawia Michał Bondyra

Jako znany i ceniony perkusista, od dziesiątków lat podróżuje Pan, głosząc rekolekcje, przy tym wciąż mocno tkwi w tzw. światku muzycznym. Nie ma Pan problemów z nawracaniem tego specyficznego i wystawionego na ciągłe pokusy środowiska?

- Nie mam, bo w ogóle my, chrześcijanie, nie jesteśmy od nawracania, tylko od kochania. Ostatnio biskup Tadeusz Rakoczy spytał: "Jak toleruje Cię Twoje środowisko?". A ja mu na to: "Gdyby koledzy muzycy i koleżanki aktorki najpierw zobaczyli we mnie człowieka pobożnego, skreśliliby mnie natychmiast". Oni muszą zobaczyć kogoś, na kim mogą polegać dzień i noc, z którym jest przyjemnie usiąść do stołu, zjeść kolację, pobiesiadować. Kogoś, z kim radośnie jest obcować. Pan Bóg mówi: "Musisz być moją radością. Spełniaj wolę Bożą". Jak będziesz Jego radością, to ludzie będą się do Ciebie przyklejać, jak nie, to odejdą.

Nigdy w życiu nie odważyłbym się kogoś do czegoś nakłaniać. Rozmawiam o wierze dopiero wówczas, gdy ktoś się do mnie z taką prośbą zwróci. Wtedy trzeba wejść na poziom jego oczekiwań i nie narzucać mu swojej woli. Nawet najmądrzejsze nauki opowiadane bez miłości nic nie dają. Będą tylko zaporą nie do przeskoczenia. Miłość przyjmie każdy, mądrość - niekoniecznie. Zresztą człowiek więcej się uczy, gdy słucha. Nie powiem słowa, dopóki ktoś "nie wystartuje" do mnie z jakimkolwiek problemem. Potem okazuje się, co tak naprawdę znaczy: "Nie martw się o to, co będziesz mówić, bo przyjdzie czas, gdy będzie ci podane, co masz mówić". Czasem można zrobić więcej, przytulając, głaszcząc, pocieszając kogoś, niż mówiąc mu wprost o Bogu…

Gesty i codzienne życie są lepszym świadectwem niż "snucie pobożnych mądrości"?

- Na ostatniej Mszy papieskiej, gdy Jan Paweł II był w Krakowie, napisałem w swoim "Dzienniczku perkusisty" grubym flamastrem wielkimi literami: "Jeżeli ktokolwiek z was zobaczy we mnie więcej pobożności niż miłosierdzia i miłości, proszę odstrzelić mnie w pierwszej kolejności". Wiele lat temu usłyszałem też zdanie, które wciąż powtarzam: "Jeżeli człowiek, do którego mówisz, nie poczuje, że jesteś w stanie oddać za niego swoje życie, to szkoda twojej mowy. Szkoda czasu. Lepiej nic nie mów". Tę ideę wcielała w życie Matka Teresa z Kalkuty, ona nie nawracała, nie pytała: "Czy jesteś chrześcijaninem, ateistą czy komunistą?", ale w każdym cierpiącym widziała cierpiącego Chrystusa. Świadectwem wiary jest więc miłość i miłosierdzie…

Był okres, gdy Jan Budziaszek nie był wcale taki "święty"…

- Proszę popatrzeć na życiorys św. Pawła. To jest łaska. Każdy ma swój czas spotkania z Bogiem. Jeden ma go w kołysce, inny na łożu śmierci. Każdy kiedy indziej. Inaczej. Mnie wymodliła go moja mama, która w tej intencji dzień i noc przez czterdzieści lat spędzała z Matką Bożą na Różańcu.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA