Kawa

Manifest hiphopowca

Dodano: 21 czerwiec 2010 r.

Vienio - tej  postaci chyba nikomu nie trzeba przedstawiać? Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, to Vienio wraz z Włodim założył zespół Molesta Ewenement, który dzisiaj jest żywą legendą polskiego hip hopu. Piotr Więcławski jest twarzą kolejnego numeru DRAKKI - Pisma dla Grzeszników.

 

 

Kawa: Czy są takie teksty, których byś dzisiaj nie zaśpiewał, których się wstydzisz?

Vienio: W mojej twórczości, szczególnie na pierwszych płytach, jest trochę takiego gówniarskiego myślenia. Jest to taka uliczna gazeta i twórczość odpowiednia na tamten czas i jeśli uznałem, że jest to dobre nagranie, to nie będę tego teraz blokował, wypierał się, że tego nie było. Trzeba spaść z drzewa, żeby móc z powrotem na nie wejść. Poczuć ból. Jeśli spróbowałeś takich akcji, to wiesz, o co chodzi i nie musisz do tego wracać.

Zaśpiewałeś kawałek pt. „Uwaga”, który w moim odczuciu jest krokiem milowym w myśleniu na temat rapu. No właśnie, na co muszą uważać adepci ulicznego stylu?

– Ten numer to apel. Apel o szeroko otwarte oczy. Obserwując debiuty młodych zespołów, widzę ciągle to samo – odbity od sztampy manifest hiphopowca ulicznego. „Je..., ku..., frajerów”, „Je... to i tamto…” - czy to musi być manifestem? Te czasy już dawno minęły. Spróbujmy w końcu wtłoczyć coś nowego do tej kultury. Pamiętajcie: establishmentem w hip hopie nie są osoby, które życzą źle innym albo spijają soki, nie tworząc tej kultury. Pamiętajcie, że dwóch kolegów z blokowiska, którzy ci mówią: odjechałeś, bo piszesz pozytywne teksty, zamiast CHWDP lub „jebać dzielnicowego”, nie jest wykładnią tego, co dobre w rapie. Owszem, możesz sobie pomyśleć, że faktycznie coś z tobą nie gra. Przestrzegam was jednak przed tzw. manifestem hiphopowca. Nie musisz w kółko powtarzać CHWDP, żeby cię uznano za kozaka. Jeśli masz swój styl i piszesz jakieś inteligentne, poetyckie, liryczne po prostu piękne, pozytywne teksty, to nie wstydź się, bo na pewno znajdzie się osoba ze starszych raperów, która ci poda rękę i doceni to, co robisz – oczywiście jeśli będziesz w tym dobry. Dlatego powtarzam – nie bójcie się tego pseudoestablishmentu. Kilku wyrostków z ulicy czy podwórka nie jest establishmentem. To nie oni kupują płyty, nie oni tworzą kulturę. Chcesz być w tej kulturze, idź do tych, którzy już nagrali płyty. Idź tam, gdzie są B-boye, didżeje. Oni cię docenią. Dupki z osiedla, które stoją niżej niż ty, nic ci nie pomogą. Na koniec odejdą od ciebie i zostanie ci pusta ławka.

Trudno o to nie zapytać: Jak zapatrujesz się na beefa pomiędzy Peją i Tede? Czy cała ta sytuacja wychodzi polskiemu hip-hopowi na dobre, czy raczej obnaża słabość jego gwiazd?

– Zjawisko dissu powstało w Stanach jako sposób rywalizacji dwóch raperów na umiejętności rapowania freestylowego. To miało być zdrowym współzawodnictwem i ludzie mieli zdecydować, kto wygrywa. Natomiast w tym konkretnym przypadku nie zakończyło się na stwierdzeniu, kto jest lepszy, kto jest gorszy. Peja zagroził Tedemu, żeby nie grał w Poznaniu, bo ten ubliża mu na scenie. Osobiście uważam, że diss nie wnosi nic ciekawego do hip-hopu. Wnosi tylko niszczenie tego zjawiska. Zamiast łączyć się w duże grupy artystów, robić składanki, robić zjednoczony hip-hop polski, my zaczynamy się niszczyć. Oczywiście, panowie mieli w tym jakąś korzyść, bo obydwaj wydawali solową płytę. Naprawdę nie wiem, po co to jest. Być może obydwaj odczuli, że lubią to współzawodnictwo. W moim mniemaniu jest to niepotrzebne. W pewnym sensie to dzieli scenę, a nie łączy. W pewnym momencie fani się dzielą, są wobec siebie agresywni, zamiast mówić „to jest kultura hip-hop. Ja lubię i Tedego i Peję. Ten jest bardziej amerykański – komercyjny. Ten jest uliczno-radosny. Dla każdego coś dobrego”. A w Polsce to jest dzicz. Dlatego tak się nie dzieje. Ludzie są za bardzo na siebie najeżeni i to potem przechodzi w jakąś przemoc, zupełnie nie wiadomo po co.

Czy projekt z Way Side Crew to realizacja niespełnionych młodzieńczych marzeń o graniu w punkowej kapeli?

– Właśnie tak. Generalnie lubię takie brzmienie i jak są możliwości, to chodzę sobie na takie koncerty, bo wychowałem się na punku i hardcorze. Widzę, że chłopaki też się jarają takim stylem. A poza tym w sercach wielu hardcorowców i hiphopowców jest płyta „Judgement Wight” – taka składanka, połączenie amerykańskiego hardcora z hip hopem. W dobrym czasie ta płyta wyszła. I ona mocno siedzi w sercach wielu ludzi. Czy pójdę na konwencję tatuaży, czy spotkasz się na koncercie np. hardcorowców, to zawsze jest przybicie piątki i oni cieszą się z tych naszych nagrań. Mówią, że brakuje w Polsce tego połączenia hip hopu z hard corem. Być może robiąc moją nową solową płytę, będę próbował wydać ją w wersji hardcorowej, tak żeby dotrzeć do szerszego środowiska. Może wypełnię tę niszę.

Więcej w kolejnym numerze DRAKKI – Pisma dla Grzeszników.
www.drakka.pl
Sprawdź to!
Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA