Bartek

Droga młodych ku samozniszczeniu

Dodano: 17 lipiec 2008 r.

Szczęścia z pewnością nie można osiągnąć bez wysiłku. Bez pokonywania własnych słabości i wymagań nie zapewnimy sobie tego, nie łudźmy się.

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas spotkań z młodzieżą wielokrotnie poruszał wątek zatracenia wiary i wartości moralnych. Przestrzegał, że odwrócenie się od Boga, a jednocześnie skupienie się jedynie na sprawach ziemskich, nie prowadzi do tego, czego młodzi od zawsze poszukają. Młodzi ludzie, czy to w latach 70-tych, czy 90-tych, czy dziś, od zawsze szukali szczęścia, tego "czegoś", co nada sens ich życiu i co da siłę i wytrwałość na lata. Mnóstwo, nie boję się nawet powiedzieć, że większość z nich kopie swój "dołek ze złotem" w złym miejscu, szukając szczęścia nie tam, gdzie ono jest. Może każdy inaczej interpretuje szczęście? Szczęścia z pewnością nie można osiągnąć bez wysiłku. Bez pokonywania własnych słabości i wymagań nie zapewnimy sobie tego, nie łudźmy się. Lenistwem, brakiem chęci na rozwój możemy jednak doprowadzić do czegoś w skutkach przeciwnego - samozniszczenia.

"Młodość musi się wyszumieć". Ale w jaki sposób?

Nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem tego hasła. Mogę nawet powiedzieć, że je popieram, jeśli owo "wyszumienie się" jest dobrze pojęte. Często takie "wyszumienie się" powoduje dużo zła i złych nawyków, od których później bardzo ciężko się uwolnić. Ja również jestem młodym człowiekiem, ale postrzegam to trochę inaczej i znam setki osób, które podchodzą do tego problemu tak samo. Jeśli mowa jest o powiedzeniu z pierwszego podtytułu mojego artykułu, to najczęściej na myśl przychodzą człowiekowi alkohol, używki, huczne imprezy, płytkie przyjemności, "podrywy", a często też prześciganie się w byciu coraz bardziej atrakcyjnym. Jeśli "młodość ma się wyszumieć" w taki sposób - dziękuję. "To, co się sieje, żąć się będzie". Jeśli w młodości "zasialiśmy" w sobie skłonności do alkoholu, zabawy, odrzucając wykształcenie, życie duchowe i miłość, plony te będziemy zbierać w dorosłości. Nie ma niczego bez wysiłku, ale czy nie warto przyjrzeć się temu, co robimy? Znaleźć jakieś inne wartości niż zaspokojenie wszystkich potrzeb oprócz potrzeb serca? Jako młody człowiek lubię rozrywkę, nawet alkohol w śladowych ilościach... ale co pokazuje Europa i jej statystyki? Statystyki (wierzę, że w większości mówią prawdę) pokazują, że młodzi mają częsty kontakt z alkoholem, są pogrążeni w nieczystości (pornografia, samogwałt), często miewają myśli samobójcze, mają mocno zaburzone relacje z rodziną, nie interesują się, a nawet są wrogo nastawieni do polityki, Kościoła i losów kraju, w którym "są zmuszeni żyć." Przykład idzie z góry, a jeśli góra nie daje przykładu, to może powinniśmy zatroszczyć się o siebie i szukać przykładu trochę wyżej?

Słowo "kocham"- najbardziej zakłamane słowo świata.

Moda na chodzenie ze sobą chłopaków z dziewczynami zaczyna być obecna już w szkołach podstawowych. To nie jest żart. W gimnazjach dzieją się rzeczy przechodzące ludzkie pojęcie. Moim zdaniem, utworzenie gimnazjów, czyli wrzucenie do "jednego worka" młodzieży w fazie dojrzewania, bez żadnych autorytetów, bez starszych kolegów, przed którymi czuliby respekt, było jednym z głównych przyczyn tego, co dziś obserwujemy. Ludzie starsi, potencjalni rodzice tych dzieci, chowają twarz w rozłożonych dłoniach, kiedy słyszą o pozorowanych gwałtach czy pobiciach nauczycieli przez uczniów, ale nie widzą winy w tym, że w domu mąż przedmiotowo traktuje żonę, a w najbliższym środowisku nie stroni się od przemocy i wulgarności. A przykład, jak mówiłem, idzie z góry. Najbliższą "górą" młodych są ich rodzice. Czemu ma służyć chodzenie ze sobą w szkole podstawowej i w gimnazjum? Z pewnością nie przyniesie nic dobrego. Omijam liceum. Dlaczego? Dlatego, że związek dwóch ludzi ma sens i powodzenie przetrwania, jeśli niesie za sobą plany na przyszłość. Chodzenie ze sobą ludzi zbyt młodych jest niebezpieczne i ja osobiście nigdy nie uwierzę, że trzynastoletni chłopak może obdarzyć dziewczynę miłością. Może ją obdarzyć swoim zachwytem, fascynacją, czasami niestety i cielesnym pożądaniem, ale nie miłością. Kiedy w związku nie ma planów na przyszłość i chęci, by iść razem w jednym kierunku, staje się on jakimś układem, układem wzajemnej adoracji ("Jesteś najpiękniejsza na świecie!", "Nie, to ty jesteś najpiękniejszy na świecie"). To są stany emocjonalne, które w dobrym związku wygasną i zostanie czysta chęć bycia z kimś, jak mówił ksiądz Pawlukiewicz - żar miłości. W związku gimnazjalisty i gimnazjalistki, a nawet nierozsądnych licealistów, wzorujących się na gwiazdach z telewizji i kolorowych gazet, po wygaśnięciu tej "chemii" - nie zostanie nic. W tym podtytule nie ma ani trochę przesady. Słowo, które powinno wyrażać uczucie, oddanie, wierność, uczciwość, oznacza dziś cielesność, seks, fascynację. "Kocham" mówione przez czystą, młodą osobę lub przez małżonków w dniu ślubu, a "kocham" mówione przez chłopaka, który widzi w swojej dziewczynie tylko obiekt zaspokojenia żądz, to dwa odrębne słowa. Dlatego jest ono zakłamane, bo zależy kto i do kogo je mówi.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA