J. Kamil Kochanowski

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła...

Dodano: 18 luty 2009 r.

"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" to jeden z głównych faworytów w tegorocznym wyścigu po Oskary. Kilka nagród Akademii z pewnością mu w udziale przypadnie, gdyż dzieło to niemal skrojone pod kryteria, które należy spełnić, by liczyć się przy podziale statuetek. Ważniejsze jednak od tego "ile?" i "za co?" je dostanie, jest uświadomienie sobie, że na nasze ekrany weszła właśnie jedna z największych celuloidowych afirmacji życia ostatnich lat.

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to niezwykły rozmach i epickie ujęcie tematu. Fakt wpisania życia bohatera w historię USA stanowi dla twórców doskonałą okazję do zaprezentowania całego wachlarza filmowych trików, pięknych miejsc, wystawnej i szczegółowej scenografii. Melodramatyczna opowieść, wzbogacona podniosłą i nadającą wszystkiemu, co pojawia się na ekranie, walor wyjątkowości muzyką, oszałamia, co wprawdzie zaspokaja aż w nadmiarze nasze potrzeby estetyczne, ale niekoniecznie służy budowaniu historii, która ma nas zaangażować i przejąć. Niby całość zaczyna się od kameralnych scen rozgrywających się w szpitalu, gdzie umierająca kobieta opowiada córce historię z czasu I wojny światowej, jednak powracające przez cały film obrazy współczesności stanowią jedynie ramę narracyjną, wyznaczającą złożoną (na co wskazuje metraż "Ciekawego przypadku...") i "ciekawą" (co "dyskretnie" sugeruje tytuł) historię o... No właśnie - o czym? Co kryje się za niezwykłą biografią głównego bohatera?

Benjamin Button cierpi na dziwną przypadłość - rodzi się z ciałem starca, i chociaż z biegiem lat jego rozwój emocjonalny i psychiczny przebiega w prawidłowym kierunku, to sfera fizyczna wprost przeciwnie - z każdym rokiem wygląda bowiem coraz młodziej. Nietrudno się domyśleć, że pociąga to za sobą liczne problemy z odnalezieniem własnego miejsca pośród innych, a także każe inaczej spojrzeć na kwestię miłości, relacji z drugą osobą. Oglądając ten film, musimy cały czas mieć się na baczności i nieustannie uświadamiać sobie, że to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, to, czego doświadczyliśmy lub doświadczymy, w przypadku Benjamina będzie wyglądało "nieco" inaczej. Pomimo swego niezwykłego położenia bohater wykazuje niczym (w tym "innością" własnego ciała) nieskrępowaną chęć do życia - i to jest w filmie Finchera najciekawsze i warte uwagi. Nie piękne i rozbudowane lokacje, w których dzieje się akcja, nie nadające filmowi wymiaru niemal baśniowego efekty specjalne, ale właśnie pochwała witalności. Co powiecie na historię człowieka, w którego kilkakrotnie uderzał piorun, a on mimo to dalej żył? To jedna z bardziej marginalnych, ale i najpiękniejszych figur w "Ciekawym przypadku...". Zarówno Benjamin, jak i postaci drugoplanowe mają jakieś dążenia, pasje, wyznaczają sobie cele, które chcą zrealizować ze wszystkich sił - czy będzie to poczęcie dziecka przez przybraną matkę Benjamina, czy też przepłynięcie wpław kanału La Manche przez przeszło sześćdziesięcioletnią dawną znajomą bohatera. Życie jest piękne! - wydaje się krzyczeć ten, smutny i melancholijny przecież, film.

Niestety całość psuje nieco fakt, że wyjątkowo nie udał się Fincherowi wątek miłosny, który miał w zamierzeniach spajać całą historię. Niewątpliwie bardzo trudno jest uchwycić w przypadku tak epickiego obrazu wszelkiego rodzaju niuanse psychologiczne, dobrze sportretować motywacje, sposób myślenia, skomplikowane i intymne relacje - im bardziej ogólne i rozległe spojrzenie, tym mniej jest przecież ono dokładne. Realizacyjny przepych wyraźnie uniemożliwił pokazanie miłości Benjamina i Disy w sposób przejmujący. A fabuła i pomysł na to jak najbardziej pozwalały! Gdzież jednak "Ciekawemu przypadkowi..." do innych historii wielkich miłości z innych "dużych filmów" - "Titanica" czy "Przeminęło z wiatrem".

Drugim wielkim tematem, obok afirmacji życia, jest oczywiście przemijanie, nieuchronnie wpisane w rozwój każdego z nas, niezależnie od tego, czy żyjemy "normalnie", czy "wspak". Fincher bardzo dobrze podkreśla to w wielu scenach filmu, w których narodziny łączą się ze śmiercią (chociażby fakt wychowywania się Benjamina w domu starców), a eros z thanatosem. Przypomina tym samym, że już od momentu narodzin z każdym kolejnym dniem i godziną jesteśmy coraz bliżej odejścia z tego świata, a co za tym idzie, uwydatnia wartość każdego momentu życia, jego znaczenie i piękno. Będąc świadomi odejścia naszego czy bliskich, nadajemy wszystkiemu sens.

W końcowych scenach bohater podsumowuje cały film, pisząc do jednej z postaci: "Mam nadzieję, że żyjesz życiem, z którego jesteś dumna. A jeżeli nie, to że masz tyle siły, by zacząć wszystko od początku". Oto 166 minut obrazu zawarte w dwóch zdaniach.

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (The Curious Case of Benjamin Button)
reż. David Fincher
scen. (na podst. noweli F. Scotta Fitzgeralda) Eric Roth
zdj. Claudio Miranda
muz. Alexandre Desplat
wyst. Brad Pitt, Cate Blanchett, Tilda Swinton, Julia Ormond, Faune A. Chambers USA 2008

Chcesz zamieścić ma Bosko.pl swoją recenzję? Napisz do nas: film@bosko.pl

Tagi: film
Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA