2007-08-04 15:55:01
Wojtek Kułak
U Koheleta bez zmianrefleksja na 18. niedzielę zwykłą roku C (Koh 1, 2; 2, 21-2, Kol 3, 1-5. 9-11, Łk 12, 13-21)
Marność nad marnościami, wszystko marność. (Kohelet)
fot. G. Gugała/Bosko.pl
Wszystko marność. Kohelet mrozi. Gdybym zatrzymał się tylko na tym zdaniu, to bezsensowne byłoby dalsze pisanie ze świadomością, że te myśli ukażą się w internecie. Komputer to też marność. Musiałbym moim znajomym odradzać wyjazd na wakacje do dalekich krajów, bo to też marność. Jednocześnie przypominam sobie, że marność Koheleta stała się jednym z głównych haseł baroku. I poradziła sobie z przerostem formy, z rozbuchanymi dekoracyjnie wnętrzami kościołów, jakże czasami misternie tworzoną poezją, w której wcale nie łatwo odnaleźć koncept, wymyślony przez autora. No tak, ja jestem marny człowiek, ale Ten, któremu stawia się kościoły, jest tak wszechpotężny, tak dobry, tak wspaniały, że trzeba mu oddawać chwałę w tym, co piękne i kunsztowne. Nawet jeśli czasami sporo w tym przesady i owo skomplikowanie architektoniczne i dekoracyjne zaczyna nas po jakimś czasie męczyć. Kiedyś myślano jednak inaczej i nic nam do tego – zimnym krytykom rodem już z XXI wieku.
Z tą marnością trzeba jednak sobie jakoś poradzić, żeby nie brzęczała jak pusty dzwon, drażniąc i zasmucając. Czyńcie sobie ziemię poddaną! - mniej więcej taki apel, takie przesłanie skierował Bóg do Adama i Ewy. I od tamtej pory człowiek haruje na tej ziemi. Czasami – owszem – widzi w tym tylko marność, a ona go męczy i zniechęca. Ależ ile razy czyni to z wielkim poświęceniem, radością i chęcią. Czyżby wtedy jakby zupełnie zapominał o Kohelecie? Chyba nie. Na pewno nie. Bo można radośnie podchodzić do marności. Przecież każdy z nas ma świadomość, że nic z tego, co obecnie posiadamy, nie pójdzie z nami na spotkanie z Chrystusem po śmierci. Marny komputer trzeba będzie za jakiś czas wymienić, marną komórkę też, nie inaczej z równie marnym samochodem postąpimy... i z wieloma innymi rzeczami. Jeśli jednak na nich miałbym skupiać całą swoją uwagę, to... dzięki Ci, Kohelecie, za te mocne słowa. Czasami trzeba sobie wymierzyć policzek, aby się obudzić i uporządkować przede wszystkim myślenie. Poukładać wszystkie klocki na swoim miejscu i we właściwym porządku. Powiedzieć „w stanie wskazującym” na wewnętrzny spokój: „marność nad marnościami, wszystko marność”. A potem wziąć w rękę ów fragment z listu św. Pawła do Kolosan i przypomnieć sobie chociażby kilka wskazówek: „Szukajcie tego, co w górze... (...) Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach”.
Mamy więc szukać tego, co w górze, ale mój brat i spadek, którym się nie chce podzielić, jest na dole. Chrystus w dzisiejszej Ewangelii musi odpowiedzieć na bardzo konkretną prośbę: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Iluż ludzi nie sypia dobrze w nocy, bo uważa, że niesprawiedliwie podzielono majątek; iluż nie sypia, bo „kasa” i związana z nią zazdrość i zawiść niszczą ich od środka. Nawet w nocy ich serce nie zaznaje spokoju z powodu rozkochania się w marności.
Chrystus także jednym zdaniem nas może zmrozić: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” I to jest dobry moment na opamiętanie. Teraz mała dygresja.
Znam pewną już starszą panią, która jest jakby przeciwieństwem owego zachłannego człowieka z przypowieści. Ta kobieta, chociaż ma teraz już chyba 78 lat, od rana do wieczora jest ciągle na nogach. Czasami pewnie przesadza z pracami, bo niejednokrotnie chwyta jeszcze kosiarkę, gdyż denerwuję ją o 3 centymetry za wysoka trawa itp. To, co w tej kobiecie jest piękne, to nie tylko „niesiedzenie”, ale i „niegromadzenie”. Dzieli się z sąsiadami tym, czym obrodzi jej ogród, drzewa. Ileż razy słyszałem: to nie może się zmarnować, nawet jeśli nie jest tego wiele. Bierze więc 12 gruszek i po 4 niesie do każdego z sąsiadów. Ale ile razy i pod jej drzwiami stoją torby z cukiniami, pomidorami i innymi rzeczami. Ta pani wcale nie musi pracować. Nie raz jednak na pewno usłyszała tę Chrystusową przypowieść. Po raz kolejny usłyszy ją i w tę niedzielę. Może dlatego nie zbudowała nigdy ogromnego spichlerza i nie powiedziała: Mam wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; teraz będę odpoczywała, jadła, pił i używała.
Musimy się modlić, aby nasze serca były wolne. Powinniśmy pamiętać i o tych, którzy pragną, aby ich serca były wolne, ale jednocześnie mają świadomość, że są jeszcze tak bardzo zajęte myśleniem o dobrach tego świata. I źle im z tym. I walczą, i zmagają się. Niech ta Ewangelia ich umocni. Niech umocni nas wszystkich.